ŁKS punktuje gorzej niż przed rokiem. Na zmianę trenera się nie zanosi

Poniedziałek, 16 kwietnia 2018


W kwietniu 1957 roku ŁKS zyskał przydomek „Rycerze Wiosny”. Historyczna nazwa nie ma żadnego przełożenia na wyniki osiągane przez piłkarzy z al. Unii w tym sezonie. W pięciu tegorocznych meczach łódzka drużyna wywalczyła zaledwie... pięć (5) punktów!



W roku ubiegłym ŁKS wznawiał trzecioligowe rozgrywki z przewagą pięciu punktów nad drugim zespołem – Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie. W pięciu pierwszych spotkaniach łodzianie wywalczyli 10 oczek. Przez całą rundę wiosenną grali w kratkę, co spowodowało utratę pierwszej pozycji, a w konsekwencji zwolnienie trenera Marcina Pyrdoła. W jego miejsce działacze zatrudnili, zresztą po raz trzeci w ostatnich latach, Wojciecha Robaszka. Szkoleniowiec początek miał nawet obiecujący, ale nie zrealizował sportowego celu, jakim był awans do 2. ligi. ŁKS zajął drugie miejsce w tabeli, ze stratą dwóch punktów do Drwęcy.

Los jednak uśmiechnął się do klubu z al. Unii. Rywal zrezygnował z ubiegania się o licencję na grę w wyższej klasie rozgrywkowej. Zgodnie z przepisami PZPN w jego miejsce awansował ŁKS, który spełniał wszystkie warunki. Szczęśliwy zbieg okoliczności nie powinien jednak przysłonić działaczom tego, co wydarzyło się wiosną na boisku. Podczas zimowego okresu przygotowawczego popełniono błędy, które mogły drogo kosztować. Nikt za nie nie zapłacił, oprócz Aleksandra Ślęzaka i Dawida Sarafińskiego, którym kazano szukać nowych klubów.

Jesienią los dalej sprzyjał zespołowi z al. Unii. Łodzianie, choć czasem – tak jak w spotkaniach w Pruszkowie, Stalowej Woli czy z Błękitnymi punkty wyrywali w ostatnich minutach, zostali okrzyknięci rewelacją rozgrywek. Marek Koniarek stwierdził nawet, że dla niego ŁKS to najlepiej poukładana drużyna w 2. lidze. Konsekwentna gra w defensywie, strzelecki nos Jewhena Radionowa, a w końcówce rundy również Łukasza Zagdańskiego, dały drugą pozycję w tabeli. Wszystko wyglądało świetnie, niestety nadeszła przerwa w rozgrywkach.

Po zimowym okresie przygotowawczym historia się powtarza. Po wznowieniu rozgrywek zespół nie przypomina tego sprzed kilku miesięcy, choć został wzmocniony piłkarzami z wyższej ligi. Ba, jest gorzej niż przed rokiem – zaledwie pięć zdobytych punktów w pięciu kolejkach – co daje 14. miejsce w tabeli rundy wiosennej. Gorzej spisują się jedynie drużyny: Wisły Puławy, Siarki Tarnobrzeg, Legionovii i Stali Stalowa Wola. Fatalną postawę wiosną najlepiej oddaje porażka u siebie ze Zniczem Pruszków (0:2), zespołem, który w sześciu meczach zdobył 5 punktów (trzy z ŁKS!). Na dodatek do meczu w Łodzi stracił 10 bramek, a łodzianie, trenujący zimą warianty ofensywne, nie potrafili wykorzystać słabości defensywy rywala.

Słabe wyniki osiągane przez drużynę wprowadziły nerwowość w szeregi sztabu szkoleniowego. Niektóre decyzje kadrowe wyglądają tak, jakby przed meczem skład wyznaczała maszyna losująca. Do tego dochodzą niezrozumiałe zmiany i brak reakcji na wydarzenia na boisku. – Piękna bramka na 2:1 uskrzydliła gospodarzy. W konsekwencji straciliśmy drugiego gola. Niepotrzebnie poszliśmy z GKS na wymianę ciosów – stwierdził po sobotnim remisie w Bełchatowie Jacek Janowski. Piłkarze sami uznali, jak będą grać w końcówce meczu?

Od porażki ze Zniczem trwa dyskusja, czy w ŁKS powinna nastąpić zmiana trenera. W rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim” prezes klubu stwierdził, że do niej nie dojdzie. – Spokojnie, nic się nie dzieje, wszystko zostaje po staremu. Nie ma zmiany trenera. Do wszystkich spekulacji podchodzę ze spokojem, choć oczywiście inaczej wyobrażałem sobie początek wiosny w wykonaniu drużyny – powiedział Tomasz Salski. Dodał, że nie widzi obecnie szkoleniowca, który mógłby odmienić grę drużyny. – Uważam, że dobrych szkoleniowców nie ma obecnie na rynku. Ci dobrzy mają pracę. Nie ma zresztą gwarancji, że przyjdzie nowy trener i da gwarancję, że będzie lepiej. Nie jestem zwolennikiem żonglowania trenerami – argumentuje Salski.

Można dyskutować, czy obecny sztab szkoleniowy jest w stanie poprawić grę ŁKS. Z jednej strony dobrze znają możliwości piłkarzy, z drugiej nie wygrali żadnego ważnego spotkania. Remis w derbach i porażka z Ursusem Warszawa (decydującym o awansie do 2. ligi) w poprzednim sezonie, a w tym remisy z Wartą Poznań, Radomiakiem, GKS Jastrzębie, dwa z GKS Bełchatów i porażka w Jastrzębiu. Kibice mogą domagać się zmiany, jednak klub prowadzi Salski i to on, podejmuje decyzje. On też bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie. Jeśli ŁKS zdoła wejść do pierwszej ligi, nikt nie będzie pamiętał o słabym początku rundy wiosennej. Prezes powinien natomiast pamiętać słowa, jakie wypowiedział po meczu z Ursusem. – Pamiętam jak czułem się po spotkaniu z Ursusem i nie chciałbym tego przeżywać po raz drugi. Wracaliśmy z Darkiem Łyżwą, wiceprezesem ŁKS, z Warszawy i w ogóle się nie odzywaliśmy. On prowadził, siedziałem z boku i cisza. Telefon miałem wyłączony, radio też nie grało. Dziś jesteśmy mądrzejsi i mam nadzieję, że to zadziała na naszą korzyść...

Słowa prezesa nie dają stuprocentowej pewności, że do zmiany trenera nie dojdzie. Przed podpisaniem umowy z Wojciechem Łuczakiem stwierdził przecież, że ŁKS nie prowadzi rozmów z tym piłkarzem.


Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Który z klubów wywalczy awans?
 ŁKS Łódź
 Widzew Łódź
 ŁKS i Widzew
 Żaden
 » głosuj