Piłkarzom Widzewa spodobało się w III lidze? Porażka z Ursusem

Wtorek, 01 maja 2018


Zawodnicy Widzewa w pierwszej połowie spotkania z Ursusem grali niedokładnie, bez pomysłu, bez polotu, bez sensu. Nic dziwnego, że do przerwy przegrywali 0:1. Po przewie wcale nie było lepiej, ale rezerwowy Michał Miller doprowadził do wyrównania. W doliczonym czasie gry gospodarze zdobyli kolejną bramkę.



Zespół gości w spotkaniu z Ursusem prowadził drugi trener Marcin Broniszewski. Franciszek Smuda przebywa bowiem w szpitalu, gdzie przeszedł zabieg kolana. Zmiana na ławce trenerskiej nie wpłynęła na postawę widzewiaków, którzy ponownie rozgrywali fatalne spotkanie. Chociaż zapowiedzi były zgoła inne.



Z przedmeczowych wypowiedzi piłkarzy Widzewa wynika, że doskonale wiedzą jak mają grać, żeby odnosić zwycięstwa. Inaczej to wszystko wygląda na boisku. Podobnie było w meczu z Ursusem. Łodzianie rozpoczęli spotkanie niemrawo, popełniając wiele niewymuszonych błędów. Atak praktycznie nie istniał i coraz trudniej zrozumieć upór szkoleniowców z wystawianiem od pierwszej minuty Karola Stanka. 18-letni napastnik nie daje praktycznie nic zespołowi. Słabiej prezentuje się również Robert Demjan, co akurat dla bramkarzy przeciwników jest dobrą informacją.

Łodzianie nie mieli pomysłu na sforsowanie defensywy gospodarzy. Na dodatek w 21. minucie Damian Kostkowski, choć to dopiero początek maja, zabawił się w świętego Mikołaja. Stoper próbował zagrać do Macieja Humerskiego, ale uczynił to tak beznadziejnie, że zawodnicy Ursusa przejęli piłkę. Konsekwencją pomyłki była bramka zdobyta przez Arkadiusza Ciacha. Chwilę później błąd popełnił Marcin Kozłowski i musiał ratować się faulem na Ciachu. Pod koniec pierwszej połowy na 2:0 mógł podwyższyć Maciej Mąka. Uderzenie pomocnika nieznacznie minęło bramkę strzeżoną przez Humerskiego. Do przerwy Widzew przeprowadził jedną w miarę sensowną akcję. Marcin Pieńkowski został jednak powstrzymany przed defensorów gospodarzy.


Jeżeli kibice Widzewa mieli nadzieję na poprawę gry zespołu po przerwie, to przez długie minuty musieli być mocno rozczarowani. Łodzianie niby się starali, niby posiadali przewagę, nie potrafili jednak zagrozić bramce Ursusa. Michał Olczak w ogóle nie musiał się wysilać, żeby zachować czyste konto. Przez 25 minut drugiej połowy zespół z al. Piłsudskiego nie zaprezentował nic ciekawego. Sztab szkoleniowy dokonywał zmian, które również nie wniosły poprawy gry. Było wciąż słabo.

Przełomowa dla poczynań Widzewa okazała się 76. minuta. Wówczas na boisku pojawił się Michał Miller. Rezerwowy minutę później doprowadził do wyrównania, a później znacznie ożywił grę łódzkiego zespołu. W 81. minucie Demjan, a chwilę później Marek Zuziak, powinni wpisać się na listę strzelców. Pierwszy minimalnie chybił, drugi uderzył zbyt słabo. Na dwie minuty przed zakończeniem regulaminowego czasu gry błąd popełnił Humerski, po którym gospodarze wywalczyli tylko rzut rożny. W odpowiedzi uderzał Pieńkowski. W doliczonym czasie gry Ciach zdobył swoją drugą bramkę, która dała zespołowi z Warszawy trzy punkty. Widzew grał dobrze od momentu, gdy na boisku zameldował się Miller. Łodzianie nie wykorzystali jednak kilku okazji, a w ostatniej akcji meczu popełnili fatalny błąd. To druga porażka łódzkiej drużyny w rundzie wiosennej.


Ursus Warszawa – Widzew Łódź 2:1 (1:0)
Bramki:
Ciach 21., 90+3 – Miller 77.
Widzew: Humerski – Kozłowski (68. Zuziak), Kostkowski, Zieleniecki, Pigiel – Michalski (55. Mąka), Kazimierowicz (76. Miller), Kristo, Pieńkowski – Stanek (46. Falon), Demjan.

Żółte kartki: Ciach, Ćwik, Górecki – Kozłowski, Kristo, Zieleniecki, Kazimierowicz.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Który z klubów wywalczy awans?
 ŁKS Łódź
 Widzew Łódź
 ŁKS i Widzew
 Żaden
 » głosuj