Koniec z eksperymentami. Miller udowodnił, że zasługuje na pierwszy skład

Piątek, 04 maja 2018


W przegranym 1:2 spotkaniu z Ursusem Warszawa Michał Miller pojawił się na boisku w 76. minucie. Nie tylko zdobył bramkę, ale znacznie rozruszał ofensywę łódzkiego klubu. Przez kilkanaście minut zrobił więcej, niż niektórzy piłkarze przez pełne 90 minut. Dziwi upór szkoleniowców Widzewa, którzy trzymają napastnika na ławce rezerwowych.



Miller przychodził do łódzkiego klubu jako jeden z czołowych zawodników 3. ligi poprzedniego sezonu. Swoją wartość potwierdził w rundzie jesiennej. W przerwie zimowej Franciszek Smuda zaczął na siłę szukać zawodnikowi nowej pozycji, próbując go na środku defensywy. Efekt tego jest taki, że Miller nie gra ani jako obrońca, ani piłkarz ofensywny. Najczęściej przesiaduje na ławce rezerwowych i dopiero przy niekorzystnym wyniku sztab trenerski Widzewa sobie o nim przypomina.

Na dodatek eksperymenty z ustawieniem linii obrony w spotkaniach kontrolnych spowodowały, że w rozgrywkach ligowych mniej dziur ma szwajcarski ser. Wiosną rywale wcale nie muszą się wysilać, żeby stworzyć zagrożenie pod bramką Widzewa. Nawet jeśli nie mają pomysłu na skonstruowanie akcji, mogą liczyć na defensorów zespołu z al. Piłsudskiego. W ofensywie również nie jest najlepiej. Z Ursusem łodzianie mogli nawet wygrać, gdyby potrafili skierować piłkę do siatki z kilku metrów. Czytaj: Marek Zuziak i jego fatalne uderzenie przy stanie 1:1. Niewiele lepiej zachował się Robert Demjan w sytuacji sam na sam z bramkarzem Ursusa.

W starciu z beznadziejną wiosną Drwęcą – zaledwie cztery zdobyte punkty – łodzianie muszą zagrać ofensywnie. Jednym z piłkarzy Widzewa, któremu gra do przodu nie sprawia problemów jest Miller. – Mamy w sobotę okazję do rehabilitacji i musimy tego dokonać. Mobilizacja jest ogromna. Powiedzieliśmy sobie w szatni parę mocny słów. Albo się teraz ogarniemy i zaczniemy grać dobrą piłkę, albo stracimy szansę na awans – stwierdził napastnik w rozmowie z oficjalną stroną klubu.

Były zawodnik Drwęcy wierzy, że pomimo dwóch słabszych występów, to Widzew będzie cieszył się na koniec sezonu z awansu. – Wszystkim tutaj zależy na Widzewie. Mamy wspólny cel i nikt nie ma co do tego wątpliwości. Trochę zepsuliśmy to wszystko i przyjmujemy to na siebie. Wierzymy jednak, że ten awans uda się osiągnąć. Może nie tak łatwo, jak zakładaliśmy na początku, ale uda się. Mieliśmy okazję odskoczyć rywalom, a teraz tylko z naszej winy ta rywalizacja się wyrównała i musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, żeby udowodnić, że zasługujemy na grę w Widzewie – podkreślił Miller.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: