Boisko, przeciwnik, arbiter, piłka, wiatr – coraz dłuższa lista wymówek

Niedziela, 07 kwietnia 2019


W Stargardzie Widzew zanotował piąty remis z rzędu w tym roku. Im dłużej trwa seria bez zwycięstwa, tym tłumaczenia szkoleniowca i zawodników są coraz bardziej absurdalne. Być może niektórzy powinni przerzucić się na futsal. W hali nie wieje, a i stan boiska nie powinien przeszkodzić w zademonstrowaniu nieprzeciętnych umiejętności.



Radosław Mroczkowski w rundzie wiosennej ma jedną wymówkę, która według niego powinna tłumaczyć wszystkie niepowodzenia. Największym przeciwnikiem Widzewa w tym roku są... boiska. Napastnik spudłuje z kilku metrów – wina boiska, pomocnik źle poda – wina boiska, obrońca przewróci się na piłce – wina boiska. Nie inaczej było po bezbramkowym meczu z Błękitnymi.

– Spotkanie było momentami bardzo chaotyczne, trudno było konstruować akcje i budować piłkarską pewność. Na tym boisku było sporo niespodzianek, nawet przy prostych podaniach piłka skakała i dziwnie się odbijała, co było trudne i z tego tworzyły się sytuacje – stwierdził trener Widzewa. Mroczkowski jeszcze nie osiągnął poziomu absurdu Franciszka Smudy, któremu w wygrywaniu na własnym terenie przeszkadzał... zbyt głośny doping kibiców.

– Oglądanie tego meczu to było dla mnie jak pokuta. Ciężko cokolwiek powiedzieć. Emocje są zbyt wielkie. Cierpiałem – powiedział po końcowym gwizdku w Stargardzie Tomasz Jędraszczyk. Ocena poczynań piłkarzy przez wiceprezesa Widzewa byłaby z pewnością dużo łagodniejsza, gdyby poczekał na wypowiedź Patryka Wolańskiego. Bramkarz na portalu widzewtomy.net dogłębnie przeanalizował przyczyny bezbramkowego remisu. „Sędzia nie pomaga, bo mógł gwizdnąć karnego w dwóch sytuacjach, a po meczu przyznał, że może powinien”, „Wiatr nam trochę przeszkadzał, boisko też fatalne, piłka była tak napompowana, że od każdej kępki odbijała się w drugą stronę”, „My mamy taki zespół, który chce grać w piłkę, a przyjeżdżamy do drużyny, mającej tylko jedną myśl: kopnij dalej, biegnij, walcz. Taka są druga i pierwsza liga, a nawet niektóre mecze Ekstraklasy. Musimy walczyć o każdy metr”. To wszystko wyjaśnia. Wolański to obecnie najlepiej prezentujący się piłkarz Widzewa. Szkoda, że po takich wypowiedziach szybko zapomina się co zrobił na boisku. Pretensje do rywala, że walczył? Może w ogóle nie powinien wychodzić na boisko...

W środę Widzew czeka zaległe spotkanie z Olimpią Elbląg. Widzew naprawdę nie ma już marginesu na potknięcia. Po remisie z Błękitnymi łodzianie spadli na trzecie miejsce w tabeli, za Olimpię Grudziądz. GKS Bełchatów ma tylko dwa punkty straty, a Elana Toruń – która w tej kolejce przegrała – trzy. – Staramy się z całych sił, ale to niestety nie wystarcza. Musimy w najbliższym spotkaniu sięgnąć po trzy punkty. Walczymy o awans, a bez wygranych będzie o to niezwykle ciężko – odkrył Przemysław Banaszak.

Dla piłkarzy Widzewa mamy w miarę dobre informacje przed najbliższym spotkaniem. W środę w Elblągu prognozuje się wiatr, który może osiągnąć prędkość do 18 km/h. Szansę opadów ocenia się na 20 procent, a temperatura będzie na plusie. W takich warunkach powinno się w końcu udać zdobyć trzy punkty. Prośba do trenera i zawodników Widzewa. Przestańcie robić z kibiców wariatów. Piłka nożna to nie jest skomplikowany sport, ale żeby wygrywać, trzeba oddawać strzały na bramkę rywala. Tego wiosną w wykonaniu zespołu z al. Piłsudskiego brakuje. Podobnie jak tej woli walki, której ponoć zbyt dużo mają rywale...



DODAJ KOMENTARZ: