Niezły mecz Widzewa, ale zwycięstwa wciąż nie ma

Środa, 24 kwietnia 2019


W najciekawiej zapowiadającym się meczu 30 kolejki II ligi Widzew bezbramkowo zremisował u siebie z Radomiakiem. Łodzianie mieli okazję na przełamanie serii remisów, ale nie potrafili wykorzystać rzutu karnego. To pierwsze spotkanie pod wodzą trenera Jacka Paszulewicza, w którym zespół z al. Piłsudskiego nie stracił bramki.



Osiem remisów z rzędu nie pozostało bez konsekwencji. Piłkarze Widzewa do spotkania z Radomiakiem przystępowali z piątej pozycji. Zostali wyprzedzeni przez zespoły Elany Toruń i GKS Bełchatów, które swoje środowe mecze wygrały. Łodzianie spotkanie z liderem mogli rozpocząć z przytupem. Rafał Wolsztyński został powalony w polu karnym Radomiaka przez bramkarza Artura Halucha. Decyzja arbitra mogła być tylko jedna – jedenastka. Do piłki podszedł Daniel Mąka i... posłał piłkę nad poprzeczką. Fatalne wykonanie.

Zmarnowana okazja nie załamała gospodarzy. Grali szybko, pomysłowo, z większym niż we wcześniejszych spotkaniach zaangażowaniem. W 12. minucie Mateusz Michalski dośrodkował z rzutu wolnego na głowę Daniela Tanżyny. Piłkę trącił jeszcze Wolsztyński i ta wylądowała w siatce. Radość z trafienia była jednak krótka. Arbiter dopatrzył się pozycji spalonej. Chwilę później Wolsztyński uderzył zza pola karnego. Haluch niepewnie interweniował, ale żaden z piłkarzy Widzewa nie zdążył z dobitką. Kolejny strzał z dystansu, tym razem Łukasza Turzynieckiego, był niecelny.

Lider z Radomia długo nie potrafił przedostać się pod pole karne gospodarzy. Z najlepszym piłkarzem gości Leandro znakomicie radzili sobie obrońcy Widzewa. Niewidoczny był drugi napastnik Patryk Mikita. Do przerwy zaprezentował jedynie niedokładną próbę dośrodkowania. Niestety z czasem i łodzianie przystosowali się do poziomu prezentowanego przez rywala. Zwolnili, gra siadła, groźnych sytuacji było coraz mniej. Na dodatek w 31. minucie boisko z powodu urazu opuścić musiał Mąka.

W końcowym kwadransie na boisku nie działo się zbyt wiele ciekawego. Na pochwałę zasługuje akcja Turzynieckiego, po której do piłki doszedł Wolsztyński, oddał jednak zbyt słaby strzał. Podobać się mógł również strzał z półobrotu Tanżyny, piłka poszybowała nad poprzeczką. Mimo bezbramkowego remisu gra łodzian mogła się podobać. To było najlepsze 45. minut Widzewa w tym roku.



Na drugą połowę wyszły zupełnie inne zespoły. To Radomiak przyspieszył, a Widzew miał problemy z rozgrywaniem piłki. Słabo prezentował się Adam Radwański, który miał być siłą napędową łódzkiej drużyny. Już w pierwszej minucie nad poprzeczką uderzał Leandro. W 64. minucie zakotłowało się w polu karnym Widzewa. Po nie najlepszym piąstkowaniu Patryka Wolańskiego zawodnicy Radomiaka oddali dwa strzały. Oba zostały zablokowane, prawie jak w hokeju, przez rzucających się na trawę piłkarzy gospodarzy. Goście domagali się rzutu karnego za rzekome zagranie ręką. Arbiter był nieubłagany, podobnie jak przy upadku Wolsztyńskigo w szesnastce Radomiaka. Napastnik domagał się „jedenastki”. Po rzucie rożnym gospodarze mieli dobrą okazję na gola, jednak Tomasz Wełna nie trafił w bramkę. W odpowiedzi uderzał Leandro, nad poprzeczką.

Mecz ponownie nabrał tempa. Piłkarze obu zespołów grali ofensywnie, walczyli na całej szerokości i długości boiska. To było naprawdę niezłe spotkanie. Wciąż jednak brakowało najważniejszego – goli. W 78. minucie na boisku pojawił się Konrad Gutowski, który zmienił wprowadzonego w pierwszej połowie Pieńkowskiego. Im bliżej było do końca spotkania, tym zawodnicy Widzewa biegali wolniej od przeciwników. W 81. minucie goście mogli prowadzić. Na strzał z dystansu zdecydował się Rafał Makowski, a fatalnie zachował się Wolański, który odbił piłkę przed siebie. Dobiegł do niej Jakub Rolinc, na szczęście bramkarz Widzewa zdołał strzał obronić. Radomiak panował na murawie. Kohei Kato ofiarnie zablokował uderzenie Macieja Filipowicza. Źle to wyglądało.

Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry łodzianie mogli zdobyć bramkę. Po centrze Michalskiego z rzutu wolnego z piłką minął się jednak Sebastian Zieleniecki. Mecz zakończyło uderzenie z dystansu Jakubika. Piłka przeleciała tuż koło słupka. Arbiter po tym strzale zakończył spotkanie. To dziewiąty remis Widzewa z rzędu. Łodzianie mimo remisu awansowali na 2. miejsce w tabeli. Mają jednak tylko punkt przewagi nad 4 w tabeli Olimpią Grudziądz i 5 Elaną. Co ciekawe Widzew jest jedną drużyną, która w tym roku jeszcze nie wygrała przed własną publicznością.

Widzew Łódź – Radomiak Radom 0:0

Widzew: Wolański – Turzyniecki, Tanżyna, Zieleniecki, Wełna – Michalski, Kato, Radwański, Ameyaw – Mąka (31. Pieńkowski, 78. Gutowski), Wolsztyński.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: