Widzew przegrał z Olimpią i spadł na czwartą pozycję

Środa, 08 maja 2019


Piłkarze Widzewa przegrali przed własną publicznością z Olimpią Grudziądz 1:2. Po tej porażce łodzianie spadli na czwartą pozycję w tabeli. Jeśli myślą o awansie do pierwszej ligi muszą w wyjazdowym meczu pokonać GKS Bełchatów.



W ostatniej kolejce obie drużyny wygrały swoje spotkania. Widzew rozgromił u siebie Ruch Chorzów 3:0, a Olimpia pokonała na wyjeździe Resovię 2:0. – Olimpia najpierw miała długą podróż do Rzeszowa, a potem do Łodzi. My mamy handicap w postaci własnego stadionu i naszych kibiców. Jesteśmy więc faworytem tego meczu – zaznaczył przed pierwszym gwizdkiem arbitra trener Jacek Paszulewicz. Pierwotnie to spotkanie miało się odbyć w ostatniej kolejce. Zostało jednak przełożone. To efekt mistrzostw świata do lat 20, których główną areną będzie stadion przy al. Piłsudskiego.

Było to niezwykle ważne spotkanie dla obu drużyn. Widzew w razie wygranej znacznie przybliżyłby się do gry w pierwszej lidze. Zespół z Grudziądza nie mógł przegrać, by wciąż liczyć się w walce o awans. Jako pierwsi zaatakowali gospodarze. Uderzenie z dystansu Adama Radwańskiego poszybowało nad poprzeczką. Łodzianie w początkowej fazie meczu byli aktywniejsi, ale nieźle spisywała się defensywa Olimpii. Pierwsza połowa była toczona w szybkim tempie, ale brakowało w niej dogodnych okazji.

W 22. minucie defensorzy Widzewa zapomnieli pokryć Agwana Papikyana. Pomocnik miał sporo miejsca, ale piłka po jego strzale przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później niepilnowany w okolicach bramki gospodarzy był Matic Żitko, lecz nieczysto trafił w futbolówkę. Łodzianie nie mogli w tym czasie przeprowadzić składnej akcji. Za dużo było niecelnych podań. Mecz zaostrzył się i arbiter pokazał trzy żółte kartki. W 41. minucie Widzew miał rzut wolny. Uderzał Mateusz Michalski, ale nie trafił w bramkę.



W przerwie trener Paszulewicz dokonał dwóch zmian. Na placu gry pojawili się: Marcel Pięczek i Daniel Mąka. Pierwszą okazję w tej części gry mieli goście. Patryk Wolański obronił strzał Tiago. Olimpia drugą odsłonę rozpoczęła bardziej ofensywnie, niż pierwszą. Raziła jednak nieskutecznością. Papikyan spudłował z około 20 metrów. Łodzianie przebudzili się po kilku minutach. W 58. minucie niezły strzał oddał Przemysław Banaszak, ale świetnie w bramce spisał się Wojciech Muzyk. Bramkarz gości chwilę później obronił uderzenie Michalskiego. Wydawało się, że łodzianie przejęli inicjatywę i... stracili bramkę. W 60. minucie Tiago popisał się rajdem przez niemal pół boiska i przelobował Patryka Wolańskiego. Na boisku zrobiło się nerwowo.

W 69. minucie do wyrównania doprowadził Michalski. Wpierw uderzał Radwański, ale Muzyk zdołał odbić piłkę. Ta spadła pod nogi pomocnika Widzewa, który nie miał żadnych problemów z umieszczeniem jej w bramce. Sześć minut później ponownie Mchalski mógł strzelić gola, ale źle trafił w piłkę stojąc na siódmym metrze od bramki.


Widzew przycisnął, a goście próbowali szansy w kontratakach. W 80. minucie Przemysław Kita zamiast dograć do lepiej ustawionych kolegów z drużyny zdecydował się na strzał z ostrego kąta. Trafił w Wolańskiego. Podobnie jak chwilę później Wolsztyński w Muzyka. W 87. minucie goście zdobyli drugą bramkę. Sebastian Zieleniecki faulował w polu karnym Kitę. Z jedenastu metrów nie pomylił się Marcin Kaczmarek. Wynik nie uległ zmianie do końca meczu. Łodzianie przegrali i wypadli z pierwszej trójki, która gwarantuje awans do pierwszej ligi.




Widzew Łódź – Olimpia Grudziądz 1:2 (0:0)
Bramka:
Michalski 69. –Tiago 60., Kaczmarek 87.-karny.

Widzew: Wolański – Turzyniecki, Zieleniecki, Tanżyna, Wełna (46. Mąka) – Ameyaw (46. Pięczek), Radwański, Kato – Wolsztyński, Banaszak (60. Kristo).



DODAJ KOMENTARZ: