Porażka w Bełchatowie. Stracony sezon zespołu Widzewa

Niedziela, 12 maja 2019


Piłkarze Widzewa w spotkaniu z GKS mieli walczyć o zwycięstwo. Łodzianie tylko przez kilkanaście minut tego meczu wyglądali na zespół, który wierzy w końcowy sukces. Gospodarze zagrali z większą determinacją i wygrali 3:1. Zespół z al. Piłsudskiego sezon zakończy na 5. pozycji.



Tylko zwycięstwo w Bełchatowie przedłużało możliwość Widzewa na awans do pierwszej ligi. Każdy inny wynik przekreślał szansę łódzkiej drużyny na grę w przyszłym sezonie na zapleczu ekstraklasy. Również dla gospodarzy liczyły się wyłącznie trzy punkty, choć także i remis dawał nikłą nadzieję na grę w wyższej lidze. Pierwsze minuty spotkania pokazały, jak ważne to spotkanie dla obu drużyn. Żadna nie chciała podjąć ryzyka. Gra toczyła się w środkowej strefie boiska, dużo było przewinień.

Pierwszą szansę mieli gospodarze, po przypadkowej akcji. W 10. minucie piłka po wrzucie z autu trafiła pod nogi Damiana Michalskiego, a ten uderzył wysoko nad poprzeczką. Chwilę później z dystansu uderzał Marcin Kozłowski, tuż obok słupka. W 15. minucie GKS objął prowadzenie. Artur Golański dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego, gdzie piłkę głową do siatki skierował Paweł Czajkowski. Zespół Widzewa przez kilka minut wyglądał na oszołomionego stratą bramki. Łodzianie groźniej zaatakowali w 23. minucie. Kozłowski dośrodkował w szesnastkę „Brunatnych”. Piłka trafiła do Adama Radwańskiego, który ładnie uderzył z woleja, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Paweł Lenarcik.

Widzew przejął inicjatywę, ale prócz rzutów rożnych niczego nie zwojował. W końcu wyrównał. Po indywidualnej akcji Rafała Wolsztyńskiego, który ograł dwóch obrońców, gola głową strzelił Daniel Mąka. Goście wciąż atakowali. Z dystansu uderzał Wolsztyński, wysoko nad poprzeczką. Łodzianie długo rozgrywali piłkę, ale nie mogli poradzić sobie z defensywą GKS, którą dobrze dowodził kapitan Marcin Grolik. W 41. minucie Widzew powinien jednak prowadzić. Po błędzie Mateusza Szymorka w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Mąka. Pomocnik zdecydował się na strzał i nie trafił w bramkę. Do przerwy był remis, który nie satysfakcjonował żadnej ze stron.

Druga połowa rozpoczęła się od groźnego ataku gospodarzy. Sam na sam z Patrykiem Wolańskim był Przemysław Zdybowicz, łódzki bramkarz świetnie obronił. Na boisku było nerwowo. Dużo walki, sporo niedokładności i ostrych wejść. W 66. minucie w pole karne gości wpadł Wolsztyński, strzelił jednak w boczną siatkę. Dwie minuty później GKS ponownie objął prowadzenie. Patryk Mularczyk zagrał do Bartłomieja Bartosiaka, a ten pokonał Wolańskiego. Łodzianie w tym momencie nie tylko przegrywali mecz, ale cały sezon.

W 70. minucie Daniel Tanżyna  skierował piłkę do siatki, ale arbiter odgwizdał faul zawodnika Widzewa. Wydawało się, że łodzianie ruszą do ataku. Nic bardziej mylnego. To GKS próbował zdobyć kolejną bramkę. Łodzianie nie wyglądali jak zespół, który wierzy w końcowy sukces. Gości dobił Bartosiak. Wstrzelona w pole karne piłka trafiła do napastnika, który z bliska skierował piłkę do bramki.

Goście w końcówce meczu lepiej prezentowali się na tle Widzewa pod względem fizycznym. Mieli również pomysł na grę. Łodzianie z każdą kolejną minutą grali wolniej. GKS wygrał zasłużenie. Widzew rozgrywki zakończy na 5. pozycji. Takiego scenariusza po rundzie jesiennej chyba nikt nie był w stanie przewidzieć.

GKS Bełchatów – Widzew Łódź 3:1 (1:1)
Bramki:
Czajkowski 15., Bartosiak 68., 85. – Mąka 29.

Widzew: Wolański – Kozłowski (76. Kazimierowicz), Tanżyna, Zieleniecki, Pięczek – Michalski, Kato (56. Amayew), Kristo, Radwański (87. Gutowski), Mąka (69. Banaszak) – Wolsztyński.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: