Bez ładu, składu i punktów. Wisła pokonała ŁKS 4:0

Piątek, 16 sierpnia 2019


Zespół ŁKS poniósł trzecią porażkę z rzędu w rozgrywkach ekstraklasy. Po przegranych u siebie z Lechem Poznań (1:2) i Piastem Gliwice (0:1) łodzianie polegli w Krakowie z Wisłą 0:4. Gra drużyny prowadzonej przez Kazimierza Moskala nieźle wyglądała zaledwie przez kilka minut pierwszej połowy.



W porównaniu z poprzednim meczem z Piastem trener Moskal dokonał kilku zmian w wyjściowej jedenastce. W pomocy wystawił Bartłomieja Kalinkowskiego oraz Guimę, a na ławce wylądowali: Wojciech Łuczak i niespodziewanie najbardziej doświadczony piłkarz ŁKS Łukasz Piątek. W ataku za Rafała Kujawę zagrał Łukasz Sekulski.



Do gry ŁKS nie można mieć większych pretensji za pierwsze kilkanaście minut spotkania. Łodzianie próbowali atakować, stworzyli kilka okazji bramkowych. W 5. minucie Pirulo został zatrzymany tuż przed linią pola karnego Wisły, ale piłka trafiła jeszcze do Jana Grzesika. Obrońca oddał ładny strzał, Michał Buchalik wybił jednak piłkę na rzut rożny. Chwilę późnej obrońcy zablokowali uderzenie Sekulskiego. Wyglądało to optymistycznie, ale do czasu.

Jako pierwszy nie popisał się Maksymilian Rozwandowicz, który w 12. minucie potknął się, próbując przyjąć piłkę po podaniu od Daniego Ramireza. Futbolówkę przejął Paweł Brożek, pognał w stronę bramki gości, na szczęście strzelił zbyt słabo i Michał Kołba zdołał obronić. Od tego momentu łodzianie zaczęli grać nerwowo. Popełniali wiele niewymuszonych błędów, prezentując się dość słabo na tle rywala.

W 19. minucie łodzianie w końcu przeprowadzili składną akcję, zakończoną strzałem Macieja Wolskiego w Buchalika. Kilka minut później ŁKS już przegrywał. Z lewej strony pola karnego gości dośrodkował Vukan Savićević. Brożek wyprzedził Artura Bogusza i strzałem głową z około jedenastu metrów nie dał żadnych szans na skuteczną interwencję Kołbie.


Łodzianie zupełnie nie przypominali drużyny z pierwszych dwóch meczów z Lechią i Cracovią. Próbowali rozgrywać piłkę, ale zdarzały się także długie podanie, do nikogo. Jean Carlos świetnie radził sobie z Ramirezem, który przez większość pierwszej połowy był niewidoczny. ŁKS nie potrafił stworzyć żadnej okazji. Na strzał z dystansu zdecydował się więc w 41. minucie Jan Sobociński, lecz piłka minęła o metr słupek bramki Buchalika.

Do przerwy ŁKS nie tylko nie wyrównał, ale stracił drugą bramkę. Michał Buchalik dośrodkował z rzutu rożnego, a w polu karnym najlepiej ustawiony był David Niepsuj, który mocnym strzałem głową pokonał Kołbę. Wisła prowadziła zasłużenie. Choć do przerwy oba zespoły oddały po trzy celne strzały, to uderzenia gospodarzy były precyzyjniejsze.

W przerwie trener Moskal nie dokonał żadnej zmiany. Zdominowany przez Wisłę ŁKS nie potrafił odwrócić losów meczu w drugiej połowie. Piłkarzy Wisły byli szybsi, mieli pomysł na grę, przewyższali zdecydowanie niemrawego beniaminka. Łodzianie grali bez ładu i składu. Nie ma sensu zastanawiać się, czy w ataku powinien grać Sekulski czy Kujawa, bo obaj spisują się przeciętnie. Obrona popełnia proste błędy, które Wisła bezlitośnie wykorzystała.
Na 3:0 podwyższył w 61. minucie  Savicević, który popisał się atomowy, a przede wszystkim precyzyjnym uderzeniem z pierwszej piłki zza pola karnego, po wybiciu Sobocińskiego. Wcześniej Jakub Błaszczykowski zakręcił Boguszem i dośrodkował w pole karne.

W zespole ŁKS okazje na zmianę rezultatu miał Ramirez i Grzesik, jednak Buchalik, z problemami, obronił te dwa uderzenia. Łodzianie nie mieli zbyt wiele do powiedzenia w tym spotkaniu. Gdyby nie Kołba, pod Wawelem mógł być pogrom. Bramkarz obronił strzały Rafała Boguskiego, a Kamil Wojtkowski spudłował w niezłej sytuacji. Goście starali się coś wskórać z przodu, ale nie mieli żadnych argumentów. Były próby strzałów, ale większość z nich nie dotarła nawet do Buchalika. Jeśli ktoś myślał, że w ekstraklasie ŁKS będzie radził sobie podobnie jak w pierwszej lidze, musiał w piątkowy wieczór mocno się rozczarować.

W 81. minucie łodzianie mogli stracić kolejną bramkę. Aleksander Buksa trafił w słupek. Po drugiej stronie boiska Sekulski męczył się w starciach z defensorami gospodarzy. W końcu nad napastnikiem zlitował się Moskal i wpuścił za niego Kujawę. Mimo wysokiego prowadzenia Wisła wciąż była pazerna na gole. W 83. minucie Kołba obronił uderzenie Sadloka, a dobitki Błaszczykowskiego i Savicevicia były nieskuteczne. W doliczonym czasie gry wynik ustalił Brożek, wykorzystując kolejny prosty błąd defensywy gości.


Bezradny ŁKS zasłużenie przegrał w Krakowie 0:4. Nie było efektownych zagrań, nie było Ramireza, nie było defensywy, nie było praktycznie niczego. Przed zawodnikami sporo pracy, a działacze powinno pomyśleć nad wzmocnieniami. Zespołowi brakuje doświadczenia, a może i nie, skoro Piątek rozpoczął mecz na ławce rezerwowych… Na pewno było zbyt dużo błędów indywidualnych.

Wisła Kraków – ŁKS Łódź 4:0 (2:0)

Bramki:
Brożek 23., Niepsuj 44.,  Savicević 61., Brożek 90+1.

ŁKS: Kołba – Grzesik, Rozwandowicz, Sobociński, Bogusz – Pirulo (63. Bryła), Guima, Kalinkowski, Wolski (71. Piątek), Ramirez – Sekulski (83. Kujawa).

Fot. ŁKS Łódź



DODAJ KOMENTARZ: