Dwie minuty Robaka, jeden punkt Widzewa. Remis z Łęczną

Środa, 21 sierpnia 2019


Górnik Łęczna niespodziewanie prowadził w Łodzi 2:0. Widzew nie grał najlepiej, ale w składzie ma Marcina Robaka. Doświadczonemu napastnikowi wystarczyły dwie minuty, by doprowadzić do remisu. Łodzianie trzeciego gola strzelić już nie potrafili i zremisowali z Górnikiem 2:2.



Trener Marcin Kaczmarek wystawił ten sam skład, co w zremisowanym wyjazdowym spotkaniu z Olimpią Elbląg (1:1). Goście w ostatnim meczu doznali wysokiej porażki u siebie 1:3 z Elaną Toruń. W poprzednich trzech pojedynkach zespół prowadzony przez Kamila Kieresia zanotował dwa remisy i jedną wygraną. – Naszym celem jest taka pozycja po rundzie jesiennej, by po zimowym dobudowaniu zespołu włączyć się do gry o awans. Pięć punktów to mało, ale nikt tu nie zamierza się cofać. Z Elaną dostaliśmy zimny prysznic. Nie jest łatwo, po tym zimnym prysznicu musimy podnieść morale – mówił przed meczem w Łodzi Kiereś.



Górnik rozpoczął spotkanie bez żadnego respektu. W 4. minucie po dośrodkowaniu Leandro goście mieli rzut rożny. Po nim uderzał z narożnika pola karnego Aron Stasiak, na szczęście uderzenie nie było mocne, a Patryk Wolański był dobrze ustawiony. Zespół z Łęcznej próbował atakować łodzian już na ich połowie. Widzew z pressingiem znakomicie sobie radził, ale nie potrafił stworzyć groźnej sytuacji. Co prawda Łukasz Kosakiewicz znalazł się w sytuacji sam na sam z Patrykiem Rojkiem, był jednak na spalonym.

Łodzianie długo rozgrywali piłkę na połowie Górnika, nie potrafili jednak wykonać ostatniego podania. Tak jak w 11. minucie Chistopher Mandiangu. Za rozgrywanie wziął się nawet Marcin Robak, ale jego zagranie w pole karne trafiło na głowę stoperów Górnika. Nic dziwnego, w tym miejscu powinien być… Robak. Obie drużyny próbowały grać ofensywnie, lecz raziły niedokładnością. Na boisku było dużo chaosu i mało efektywnych zagrań. Zawodnicy Widzewa widząc, że goście szybko wychodzą z kontrami, po kwadransie zaczęli grać wolniej i bardziej uważniej. Tempo spotkania siadło. W 17. minucie po zagraniu Robaka w niezłej sytuacji znalazł się Kosakiewicz, nie zdecydował się jednak na uderzenie, a jego podanie było niedokładne i obrońcy wybili piłkę na rzut rożny.

W 21. minucie łodzianie mieli sporo szczęścia. Po zagraniu z rzutu rożnego strzelał stojący na pierwszym słupku Paweł Baranowski, Wolański był dobrze ustawiony. Widzew próbował dalekich podań, które w większości były niecelne. Goście nie patyczkowali się z gospodarzami. Jeśli tracili futbolówkę, natychmiast faulowali. Z czasem również zawodnicy Widzewa zaczęli grać nieczysto. Mecz obfitował w przewinienia, brakowało strzałów. W 25. minucie łodzianie nie oddali żadnego celnego uderzenia, natomiast zawodnicy z Łęcznej dwa. Widzew grał zbyt wolno, jakby piłkarze tego klubu byli przekonani, że nie ważne jak będą poruszać się po murawie, i tak coś do siatki rywala wpadnie.

W 38. minucie mogło być nerwowo pod bramką Widzewa. Błąd przy rozgrywaniu akcji popełnił Adam Radwański, któremu piłkę zabrał Tomasz Tymosiak. Nie wiedział jednak co zrobić z futbolówką, podał więc do nadbiegającego Michala Golińskiego. Ten naciskany przez Bartłomieja Poczobuta posłał piłkę nad poprzeczką. Chwilę później było jednak 0:1. Po kolejnej prostej stracie na połowie Górnika, tym razem Marcela Pięczka, piłkę przejął ponownie Tymosiak. Zagrał od razu pomiędzy stoperów do Pawła Wojciechowskiego, a ten uderzeniem z szesnastego metra pokonał Wolańskiego. Górnik nie zamierzał się bronić, próbował atakować, a łodzianie wyglądali, jakby po kilku minutach niezłej nawet gry, zaczęły na nich działać tabletki nasenne. To było słabiutkie 45. minut w wykonaniu Widzewa.


W przerwie trener Kaczmarek nie zdecydował się na zmiany, nie zmieniła się więc i gra Widzewa. Górnik spokojnie rozgrywał piłkę, czekając co zrobią gospodarze. Ci za wiele nie robili. Łodzianie razili nieporadnością, mnożyły się niecelne podania, przez co bramkarz gości nie miał zbyt wiele pracy. W 57. minucie kolejny koszmarny błąd defensywy Widzewa. Sebastian Rudol popełnił fatalny błąd w swojej szesnastce. Źle przyjął piłkę, wykorzystał to Goliński, który wyprzedził obrońcę, a ten go sfaulował. Do piłki podszedł Wojciechowski i zdobył drugą bramkę w meczu.

Kaczmarek zaczął dokonywać zmian, lecz nie wpłynęło to na postawę łódzkiego zespołu. Dopiero w 66. minucie Rafał Wolsztyński urwał się obrońcom, ale uderzył nad poprzeczką. Gdy wydawało się, że Górnik dowiezie korzystny rezultat do końcowego gwizdka arbitra, pokazał się Robak. W 79. minucie napastnik wykorzystał podanie Wolsztyńskiego i nie dał szans Rojkowi. Chwilę później doświadczony napastnik doprowadził do remisu. Dopadł do bezpańskiej piłki, która spadała po zagraniu Wolsztyńskiego, wyprzedził bramkarza Górnika i głową skierował ją do siatki. Goście protestowali, że futbolówka nie przekroczyła linii bramkowej, ale arbiter główny, po konsultacji z liniowym, nie miał wątpliwości.


W końcówce meczu obie drużyny dążyły do zmiany wyniku, ale żadna bramka już nie padła. Łodzianie niespodziewanie zremisowali u siebie z Górnikiem 2:2, choć gdyby nie Robak, byłoby jeszcze gorzej – porażka.




Widzew Łódź – Górnik Łęczna 2:2 (0:1)

Bramki:
Robak 79., 80 – Wojciechowski 40.-karny, 58.

Widzew: Wolański – Kosakiewicz, Rudol, Tanżyna, Pięczek – Mandiangu (59. Mąka), Poczobut (63. Zejdler), Radwański, Ameyaw (73. Gutowski) – Wolsztyński – Robak.

Fot. Widzew Łódź



DODAJ KOMENTARZ: