ŁKS postraszył Legię, ale punktów nie zdobył

Niedziela, 25 sierpnia 2019


Beniaminek ekstraklasy dwukrotnie prowadził w spotkaniu z Legią, jednak został z niczym. Goście wykorzystali proste błędy zawodników ŁKS w defensywie i wygrali 3:2. W tym sezonie wicemistrzowie kraju jeszcze tylu bramek w jednym meczu nie zdołali zdobyć.



Zespół ŁKS przystąpił do spotkania z Legią po serii trzech porażek. – W takich meczach, u tych młodych w większości ludzi, wyjdzie charakter, umiejętności i mentalność – podkreślał przed spotkaniem prezes łódzkiej drużyny Tomasz Salski. Trener Kazimierz Moskal na mecz z wicemistrzami Polski „odkurzył” Patryka Bryłę. Był to strzał w dziesiątkę. To po dośrodkowaniu pomocnika już w 4. minucie Łukasz Sekulski strzałem głową pokonał Radosława Majeckiego.

Szkoleniowiec gości kilku podstawowych piłkarzy oszczędzał na rewanżowe spotkanie eliminacyjne do Ligi Europu z Glasgow Rangers. Łodzianie starali się wykorzystać ich absencję. Atakowali zaciekle, stwarzając kolejne okazje. Kamil Juraszek, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, strzelił głową obok bramki, podobnie chwilę później Bryła z dystansu.

Faworyzowani goście przebudzili się dopiero w 18. minucie. Mateusz Wieteska uderzał głową z około pięciu metrów, lecz fantastyczną interwencją popisał się Michał Kołba. Legia zaczęła stwarzać kolejne okazje. Bramkarz ŁKS wygrał pojedynek z Jarosławem Niezgodą, a następnie obronił techniczne uderzenie debiutującego w Ekstraklasie Michała Karbownika. W międzyczasie umiejętności Majeckiego sprawdził Sekulski.

Łodzianie, tak jak zapowiadał na przedmeczowej konferencji prasowej trener Moskal, grali swoją piłkę. Nieźle prezentował się Dani Ramirez, choć był mało precyzyjny przy oddawaniu strzałów. Legia mogła wyrównać w 38. minucie. Salvador Agra zdecydował się na uderzenie zza pola karnego. Piłka przeleciała między dwoma obrońcami ŁKS i trafiła w słupek. Spotkanie mogło się podobać. Do przerwy łodzianie prowadzili 1:0, ale było wiadomo, że po zmianie stron emocje na pewno będą.



Tak rzeczywiście się stało. Zespół z Warszawy szybko doprowadził do remisu. Po rzucie rożnym obrońcy ŁKS wybili piłkę z własnego pola karnego. Dominik Nagy ją przejął, zmylił zwodem Bryłę i uderzeniem w długi róg nie dał szans Kołbie.


Pięć minut później z dystansu uderzał Ramirez. Hiszpanowi zabrakło niewiele, by łodzianie ponownie prowadzili. Majecki nawet nie próbował interweniować. W 59. minucie Ramirez wpadł w pole karne, a Agra wyciął go równo z trawą. Decyzja arbitra mogła być tylko jedna – rzut karny. Jedenastkę na bramkę zamienił Sekulski.


Legia wyrównała w 72. minucie. Nagy został zatrzymany przez Kołbę, ale piłka odbiła się tak niefortunnie od bramkarza ŁKS, że trafiła z powrotem pod nogi zawodnika gości. Ten zagrał tuż przed linię bramkową, a tam Niezgoda wygrał pojedynek główkowy z dwoma stoperami ŁKS i skierował futbolówkę do siatki. W 81. minucie ten sam napastnik dał prowadzenie Legii. Goście wyprowadzili szybką i składną akcję z własnej połowy. Niezgoda zagrał do Waleriana Gwilii, który z okolic jedenastego metra trafił w Kołbę. Dobitka Niezgody była już skuteczna.

Piłkarze ŁKS rozegrali niezłe spotkanie, ale nie zapunktowali w czwartym meczu z rzędu. Ponownie o porażce zadecydowały proste błędy w defensywie. To kolejny mecz, kiedy gra obronna łodzian wygląda słabo.

ŁKS Łódź – Legia Warszawa 2:3 (1:0)

Bramki:
Sekulski 4., 60. – Nagy 51., Niezgoda 72., 81.

ŁKS: Kołba – Grzesik, Juraszek, Sobociński, Bogusz – Bryła (79. Pirulo), Piątek, Guima (61. Wolski), Kalinkowski (87. Łuczak), Ramirez – Sekulski. 

Fot. ŁKS Łódź



DODAJ KOMENTARZ: