Rezerwowy Mandiangu zapewnił trzy punkty. Lech II – Widzew 1:2

Sobota, 21 września 2019


Dobre spotkanie obejrzeli kibice na stadionie we Wronkach. Obie drużyny stworzyły po kilka znakomitych okazji bramkowych. Widzew wykorzystał o jedną więcej i wygrał z rezerwami Lecha 2:1. To trzecie wyjazdowe zwycięstwo łódzkiej drużyny w tym sezonie.



W porównaniu z ostatnim meczem z Garbarnią Kraków (1:1) trener Marcin Kaczmarek dokonał dwóch zmian w wyjściowym składzie. Pauzującego za kartki Daniela Tanżynę zastąpił Sebastian Rudol. Na ławce usiadł Rafał Wolsztyński, a do ataku wrócił Przemysław Kita. Pierwsza połowa, w której było kilka niezłych akcji, mogła się podobać. Oba zespoły próbowały grać w piłkę, nie nastawiały się na defensywę, dzięki czemu mecz był ciekawy.

Pierwszą okazję stworzyli gospodarze. W 7. minucie na bramkę Widzewa uderzał Filip Szymczak, Wojciech Pawłowski nie dał się zaskoczyć. W odpowiedzi strzelał Marcin Robak, dobrze spisał się golkiper rezerw Lecha Karol Szymański. W 24. minucie, po stracie Daniela Mąki, zespół z Poznania wyszedł z kontrą. Bartłomiej Poczobut na chwilę wyjaśnił sytuację, ale źle wybił piłkę. Ta trafiła do Szymczaka, który widząc, że Pawłowski wyszedł z bramki, próbował go przelobować z około 40 metrów. Nie trafił, co wywołało złość Macieja Makuszewskiego, który niepilnowany stał po prawej stronie. Gdyby pomocnik otrzymał podanie, miałby przed sobą pustą bramkę.

Łodzianie nieźle prezentowali się w środkowej strefie boiska, gorzej było w okolicach szesnastki Lecha. Brakowało przede wszystkim dobrego, ostatniego podania. Piłkarze „Kolejorza” lepiej konstruowali akcje, ale najlepsze okazje stworzyli po stałych fragmentach gry. Główki Grzegorza Wojtkowiaka i Szymczaka nie znalazły jednak drogi do bramki. Ze strony Widzewa niezłą akcją popisał się Konrad Gutowski. Wszystko wyglądało nieźle, do momentu oddania strzału. Ten był słaby i wprost w Szymańskiego.



W przerwie Kaczmarek zdecydował się na jedną zmianę. Marcela Pięczka zmienił Kornel Kordas. Gra natomiast się nie zmieniła, wciąż było ciekawie. Lechici jako pierwsi znaleźli drogę do bramki rywala. Pawłowski sfaulował w szesnastce Filipa Marchwińskiego. Jedenastkę wykorzystał sam poszkodowany. Łodzianie odpowiedzieli natychmiast. Po zagraniu Marcina Robaka piłkę głową do siatki skierował Mateusz Możdzeń, który na boisku we Wronkach debiutował w ekstraklasie.


Obie drużyny dążyły do zmiany rezultatu. Wyraźnie było widać, że remis nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Szansę ze strony Widzewa miał Robak, źle przyjął jednak piłkę. W 63. minucie doświadczony napastnik oddał już strzał – z około 14 metrów, ale Szymański świetnie obronił. W 71. minucie po strzale Makuszewskiego piłka odbiła się od nogi Kordasa i trafiła w poprzeczkę. Łodzianie przejęli inicjatywę, a gospodarze szans próbowali już wyłącznie w kontrach. Widać było w końcowych minutach, że mają problemy z kondycją. Widzew lepiej wyglądał pod względem fizycznym, co miało wpływ na obraz ostatnich minut tego niezłego spotkania.

W 84. minucie rezerwowy  Christopher Mandiangu wpadł w pole karne i oddał strzał. Piłka musnęła Kacpra Andrzejewskiego i wpadła do bramki.


Łodzianie rozegrali niezłe spotkanie. Obie drużyny miały po kilka niezłych okazji. Widzew wygrał po bramce Mandiangu, zachowując w końcówce meczu więcej sił od gospodarzy. Dzięki wywalczonym punktom zespół z al. Piłsudskiego zbliżył się do czołówki.

Lech II Poznań – Widzew Łódź 1:2 (0:0)
Bramki:
Marchwiński 55.-karny – Możdżeń 56., Mandiangu 84.

Widzew: Pawłowski – Kosakiewicz, Rudol, Zieleniecki, Pięczek (46. Kordas) – Mąka (72. Mandiangu), Możdżeń, Poczobut, Gutowski – Kita (83. Wolsztyński), Robak.

Fot. widzew.com / Marcin Bryja



DODAJ KOMENTARZ: