Lekko, łatwo i przyjemnie. Zagłębie Sosnowiec – ŁKS 0:3

Czwartek, 26 września 2019


Pierwszoligowe Zagłębie Sosnowiec nie było dla zespołu ŁKS wymagającym rywalem. Łodzianie przez całe spotkanie posiadali wyraźną przewagę, którą udokumentowali trzema trafieniami. Zespół z al. Unii Lubelskiej w niezłym stylu awansował do kolejnej rundy rozgrywek o Puchar Polski.



Piłkarze ŁKS przystąpili do spotkania pucharowego po ligowej klęsce na własnym stadionie z Arką Gdynia (1:4). – Jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy to kompromitacja. W trzech ostatnich meczach nie graliśmy w piłkę. Jakbyśmy przez półtora miesiąca zapomnieli, jak graliśmy wcześniej. Nic nie zmienialiśmy w taktyce, a jednak zupełnie nam to nie wychodzi. Myślę, że to wszystko zaczyna się w głowie. Chcemy wejść dobrze w mecz, od pewnych zagrań, żeby budować zaufanie, ale u niektórych zawodników od początku wyglądało to bardzo nerwowo i niepewnie, co przekłada się na cały zespół. Kolejne porażki na pewno mają na to wpływ, lecz nie jesteśmy w stanie inaczej tej sprawy rozwiązać, jak na boisku – skomentował spotkanie trener Kazimierz Moskal.

Pojedynek 1/32 finału piłkarskiego Pucharu Polski wydawał się dobrą okazją, by zawodnicy ŁKS nabrali pewności siebie. Zagłębie, spadkowicz z ekstraklasy, na pierwszoligowych boiskach spisuje się słabiutko. Trzy zwycięstwa, dwa remisy i aż pięć porażek. Klub z Sosnowca przed własną publicznością wygrał zaledwie jedno spotkanie, dwa zremisował i trzy przegrał. W rozgrywkach o Puchar Polski na własnym obiekcie również do tej pory spisywał się słabo. Nie wygrał czterech ostatnich pucharowych spotkań.



Pierwszą akcję w meczu przeprowadzili gospodarze, jednak Szymon Pawłowski nie mógł nawet oddać strzału na bramkę ŁKS, bo był na pozycji spalonej. W 6. minucie znakomitą szansę na objęcie prowadzenia mieli łodzianie. Krystian Stępniowski obronił jednak uderzenie z około jedenastu metrów Piotra Pyrdoła, a próba dobitki przez Michała Trąbkę była niecelna. Chwilę później na strzał z dystansu zdecydował się Bartłomiej Kalinkowski, piłkę złapał golkiper Zagłębia.

Kolejne minuty to dużo złych wyborów, nieudanych zagrań i niecelnych podań. Zawodnicy pierwszoligowca centrowali piłkę wszędzie, tylko nie w szesnastkę ŁKS. Łodzianie z kolei mieli duże problemy pod bramką Zagłębia. W 17. minucie na kolejne uderzenie z dystansu zdecydował się Kalinkowski. Tym razem było mocniejsze i Stępniowski nie złapał piłki, tylko wybił ją na rzut rożny. Po chwili zza pola karnego szczęścia próbowali Dragoljub Srnić i Maksymilian Rozwandowicz. Obaj nie trafili w światło bramki. W 21. minucie trafił natomiast Piotr Pyrdoł, dając ŁKS prowadzenie. Pomocnik wbiegł w pole karne i mimo ostrego kąta posłał piłkę pod poprzeczkę. Po utracie bramki Zagłębie zaatakowało śmielej, ale Arkadiusz Malarz nie musiał, prócz wyłapania kilku dośrodkowań, się przemęczać.

W końcówce pierwszej połowy dwa strzały oddał Rafał Kujawa. Pierwszy obronił bramkarz, drugi zablokował obrońca. Szansę na drugiego gola miał Pyrdoł, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, a chwilę później uderzenie Trąbki wybronił Stępniowski. Łodzianie zasłużenie, choć zbyt nisko, prowadzili po pierwszej połowie.

Po zmianie stron ŁKS wciąż posiadał przewagę, ale był bardziej skuteczny niż w pierwszych 45. minutach. W 53. minucie Artur Bogusz podwyższył na 2:0, wykorzystując zagranie Srnicia. W 66. minucie gospodarze mieli szansę na kontaktowe trafienie. Mateusz Szwed popisał się indywidualną akcją i niezłym strzałem, po którym piłka trafiła w poprzeczkę. Trzy minuty później mecz został zamknięty. Po dośrodkowaniu Bogusza piłkę do siatki skierował głową Kujawa. Zwycięstwo łodzian mogło być bardziej okazałe, ale w 84. minucie po uderzeniu Patryka Bryły futbolówka zamiast w siatce wylądowała na słupku.

Łodzianie w Sosnowcu zaprezentowali się nieźle, nie przypominając bezradnej drużyny z kilku ostatnich meczów ekstraklasy. Może i rywal nie był najwyższych lotów, ale i z takimi przeciwnikami łodzianie nie radzili sobie w rozgrywkach ligowych. Okazało się również, że bez Daniego Ramireza, który pojawił się na murawie w 68. minucie, zespół ŁKS potrafi stwarzać okazje bramkowe. Dodatkowo trener ma większą możliwość przy wyborze młodzieżowców - dobra postawa Pyrdoła, a także w linii pomocy. Srnić pokazał się z bardzo dobrej strony. Na pochwałę zasłużyli również obrońcy. Gospodarze nie oddali w meczu żadnego celnego strzału.

Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź 0:3 (0:1)

Bramki:
Pyrdoł 21., Bogusz 53., Kujawa 69.

ŁKS: Malarz – Bogusz, Rozwandowicz, Juraszek, Rozmus – Trąbka, Kalinkowski, Srnić, Pyrdoł (83. Ratajczyk), Pirulo (68. Ramirez) – Kujawa (73. Bryła).

Fot. ŁKS Łódź



DODAJ KOMENTARZ: