Ważne zwycięstwo Widzewa na trudnym terenie

Niedziela, 06 października 2019


W ubiegłym sezonie oba spotkania tych zespołów kończyły się remisami. W Toruniu nie padła żadna bramka, a w Łodzi mecz zakończył się wynikiem 1:1. Tym razem górą była drużyna Widzewa, która po golu z rzutu karnego wygrała 1:0.



Przed sezonem oba zespoły uważane były za głównych kandydatów do awansu. Widzew spełnia pokładane w nim nadzieje, a Elana zawodzi. Zespół z Torunia po rozegraniu 12. spotkań zajmował odległą 13 lokatę. – Teraz Elanie wiedzie się trochę gorzej niż w poprzednim sezonie, ale nie patrzę na naszą rywalizację przez pryzmat układu w tabeli albo wyników poprzednich starć. Skupiam się na naszych przygotowaniach i naszej grze – mówił przed niedzielnym starciem Konrad Gutowski.



Mecz rozgrywany w Toruniu toczył się w szybkim tempie. Obie drużyny nie nastawiły się na defensywę, tylko dążyły do strzelenia gola. Przez długie minuty nie potrafiły jednak stworzyć klarownej sytuacji. Dużo natomiast było dośrodkowań, które zazwyczaj były zbyt mocne, lub lądowały w rękawicach bramkarzy. Łodzianie objęli prowadzenie w 26. minucie. W polu karnym Elany powalony został Przemysław Kita. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Marcin Robak i skierował ją do siatki.


Gospodarze szybko mogli odpowiedzieć. Po błędzie Kornela Kordasa w sytuacji sam na sam z Wojciechem Pawłowskim znalazł się Filip Kozłowski. Golkiper Widzewa wyszedł z opresji obronną ręką. W 32. minucie groźne uderzenie oddał Kita, tym razem dobrą interwencją popisał się Jakub Knut. Pierwszą połowę zakończyło uderzenie z dystansu Dominika Kościelniaka, które o centymetry minęło bramkę gości.

W przerwie trenerzy nie zdecydowali się na zmiany. Zmianie uległa natomiast taktyka Widzewa. Łodzianie cofnęli się na własną połowę, szukając kolejnego trafienia w kontratakach. Elana nie miała pomysłu na rozmontowanie defensywy gości, przez co na boisku dużo było walki i gry w środkowej strefie boiska. Zespół prowadzony przez Marcina Kaczmarka cierpliwie czekał na swoją szansę i taka nadarzyła się w 65. minucie. Kita znalazł się przed bramką Elany, ale posłał piłkę nad poprzeczką. Podobnie, choć z trudniejszej sytuacji, uderzył w 84. minucie Daniel Mąka. Dwie minuty później gospodarze niemal wyręczyli napastników rywala. Rezerwowy Michael Ameyaw próbował podać do Kity, ale zawodnika Widzewa uprzedził Patryk Urbański. Miał dużo szczęścia, bo ta interwencja mogła zakończyć się samobójczym trafieniem.

Gospodarze próbowali wyrównać. Szasnę miał Dominik Kościelniak, ale uderzył niecelnie. W doliczonym czasie gry błąd popełnił Pawłowski, nie trafił w piłkę, Kozłowski nie skorzystał z prezentu. Łodzianie mieli trochę problemów w końcowych minutach spotkania, ale zdołali utrzymać korzystny rezultat. Mogli nawet podwyższyć, bo Urbański postawił sobie chyba za cel pokonanie własnego bramkarza. Knut obronił instynktownie jego strzał. W ostatniej akcji meczu Urbański wreszcie trafił we właściwą bramkę, świetną interwencją popisał się Pawłowski. Widzew nie rozegrał wielkiego spotkania, ale osiągnął cel, jakim było wywiezienie z Torunia trzech punktów.




Elana Toruń – Widzew Łódź 0:1 (0:1)
Bramka:
Robak 26.-karny.

Widzew: Pawłowski – Kosakiewicz, Zieleniecki, Tanżyna, Kordas, Gutowski (69. Ameyaw), Poczobut, Możdżeń (75. Radwański), Mąka (90.+4 Pięczek) – Kita (90. Wolsztyński), Robak.

Fot. Widzew Łódź



DODAJ KOMENTARZ: