Druga z rzędu wygrana ŁKS u siebie. Raków nie miał zbyt wiele do powiedzenia

Sobota, 26 października 2019


Nawet po ośmiu porażkach z rzędu Krzysztof Przytuła przekonywał, że kibice ŁKS jeszcze w rundzie jesiennej będą mieli powody do radości. Dyrektor sportowy łódzkiego klubu się nie pomylił. Po wygranej nad Koroną (4:1) i remisie w Zabrzu (1:1) drużyna z al. Unii pewnie pokonała Raków Częstochowa.



W pierwszoligowych starciach Rakowa i ŁKS w poprzednim sezonie lepiej spisywali się łodzianie, którzy zremisowali w Częstochowie 1:1 i wygrali w rewanżu w Łodzi 2:0. – Musimy zagrać z nimi, jak w ostatnim meczu. Szybko i skutecznie. Wówczas o wynik jestem spokojny – mówił przed spotkaniem Rafał Kujawa. Trener Kazimierz Moskal także wierzył w swój zespół. – Ważne, żeby kontynuować dobre występy i przede wszystkim punktować. Tego oczekujemy w kolejnych meczach – zaznaczył szkoleniowiec ŁKS.



Spotkanie lepiej rozpoczął Raków, ale goście z Częstochowy dominowali zaledwie przez kilka minut. Andrija Luković chciał sprawdzić uderzeniem z dystansu Arkadiusza Malarza, ale doświadczony bramkarz pewnie interweniował. Podobnie jak przy strzale Michała Skórasia. Łodzianie szybko otrząsnęli się z naporu gości. W 7. minucie objęli prowadzenie. Uderzenie Jana Grzesika Jakub Szumski sparował pod nogi Łukasza Sekulskiego. Wracający do gry po wyleczeniu kontuzji napastnik nie uderzył, ale poszukał w polu karnym Daniego Ramireza. Hiszpan precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce.


Od tego momentu ŁKS uzyskał przewagę. Gospodarze grali szybko, z pomysłem w ofensywie i uważnie w obronie. To przyniosło kolejne trafienie. Guima zdecydował się na uderzenie zza pola karnego, z którym Szumski sobie nie poradził. Chwilę wcześniej spudłował strzelając głową Maksymilian Rozwandowicz




Łodzianie nie zamierzali poprzestawać na dwóch trafieniach. Uderzenie Piotra Pyrdoła zostało jednak zablokowane przez obrońców. W 33. minucie to goście przeprowadzili groźną akcję. Głową uderzał Sebastian Musiolik, ale fantastyczną paradą popisał się Malarz. Sytuacje były z obu stron, ale więcej goli nie padło. Mecz mógł się jednak podobać, a piłkarzy schodzących do szatni żegnały brawa.

Druga połowa rozpoczęła się od niecelnych strzałów Sekulskiego i Ramireza. Raków początkowo nie miał za dużo do powiedzenia, ale z czasem gra się wyrównała. Choć to ŁKS wciąż prezentował się lepiej. Czarował Ramirez, aktywni byli Guima i Sekulski, nieźle prezentował się Pyrdoł. Łodzianie spokojnie rozgrywali atak pozycyjny, czekając na błąd defensywy rywala. I taki nastąpił. W 67. minucie w polu karnym sfaulowany został Sekulski. Napastnik podszedł do ustawionej na jedenastym metrze piłki i przegrał pojedynek z Szumskim. Bramkarz Rakowa chwilę później obronił  również uderzenie z dystansu Grzesika.


Obroniony przez bramkarza karny podziałał motywująco na jego kolegów. Zespół z Częstochowy zaczął śmielej atakować. Maciej Domański miał okazję na kontaktowego gola, ale spudłował z 11. metrów. W bramkę nie trafił także Musiolik.


ŁKS rozegrał niezłe spotkanie. W porównaniu z niektórymi przegranymi meczami, tym razem ustrzegł się błędów w defensywie, a nawet jeśli takie się zdarzyły, dobrze interweniował Malarz. Łodzianie wykazali się również skutecznością. Sytuacja w tabeli zespołu z al. Unii nie wygląda już tak dramatycznie, jak trzy kolejki wstecz.

ŁKS Łódź – Raków Częstochowa 2:0 (2:0)

Bramki:
Ramirez 7., Guima 25.

ŁKS: Malarz – Grzesik, Klimczak, Rozwandowicz, Juraszek – Pyrdoł (89. Ratajczyk), Trąbka, Srnić, Guima – Ramirez, Sekulski (80. Kujawa).



DODAJ KOMENTARZ: