Wielkie emocje przy Piłsudskiego. Widzew walczył, ale dalej gra Legia

Środa, 30 października 2019


Świetne widowisko w Łodzi. Piłkarze Widzewa postawili się wicemistrzowi kraju. Choć przegrywali 0:2, zdołali doprowadzić do remisu. Ostatecznie mecz wygrała Legia, ale zespól prowadzony przez Marcina Kaczmarka zasłużył na słowa uznania.



W starciu z Legią trener Widzewa postawił na sprawdzonych w bojach ligowych zawodników. – Nie możemy pozwolić sobie na jakieś wielkie roszady, bo uważam, że musimy cały czas się docierać – zaznaczył Marcin Kaczmarek. Aleksandar Vuković, zgodnie z zapowiedzią, trochę poeksperymentował.



Mecz cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Na trybunach zasiadł komplet publiczności, w tym fani Legii.






Za faworyta uchodziła drużyna ze stolicy, ale niektórzy stawiali na gospodarzy, którzy w poprzedniej rundzie wyeliminowali Śląsk Wrocław (2:0). – Cieszę się, że Widzew trafił na Legię. Jeśli spaść, to z wysokiego konia. Puchar Polski rządzi się się jednak swoimi prawami i zdarzało się, że zespoły trzecioligowe eliminowały drużyny z ekstraklasy – przypominał były zawodnik klubu z al. Piłsudskiego Piotr Szarpak.


Łodzianie rozpoczęli nerwowo. Dużo było strat i niecelnych dośrodkowań. Piłkarze Widzewa nie radzili sobie z pressingiem Legii. Ta długo utrzymywała się przy piłce, ale prócz uderzenia Igora Lewczuka po rzucie rożnym, nie stworzyła większego zagrożenia pod bramką Wojciecha Pawłowskiego. W 11. minucie Pawłowski wygrał pojedynek sam na sam z Pawłem Wszołkiem, który nie wykorzystał znakomitego zagrania Luquinhasa.


Brazylijski pomocnik najczęściej niepokoił defensywę Widzewa. Nie mógł jednak znaleźć czystej pozycji do oddania strzału, a jego próby były blokowane. W 15. minucie Luquinhas zgubił obrońców, uderzył jednak nad poprzeczką. Łodzianie w tym okresie spotkania nie potrafili przedostać się w okolice szesnastki gości. Akcje były prowadzone w zbyt wolnym tempie, by mogły zaskoczyć rywala z ekstraklasy. Wciąż był jednak bezbramkowy remis, co dawało gospodarzom nadzieje na końcowy sukces. Od 20. minuty łodzianie przesunęli grę w okolice pola karnego Legii. Szarża Łukasza Kosakiewicza została powstrzymana, a uderzenie Przemysława Kity zablokowane. Zamiast gola, był rzut rożny.


W 25. minucie kolejna dobra sytuacja Widzewa. Kita zagrał do będącego w polu karnym Marcina Robaka, ten uderzył obok słupka. Cztery minuty później Legia miała kolejną znakomitą okazję bramkową. Jose Kante znakomicie wypatrzył Arvydasa Novikovasa, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Pawłowskim. Reprezentant Litwy przerzucił piłkę nad bramkarzem Widzewa, nie trafił jednak w bramkę.


Widzew złapał zadyszkę, a Legia naciskała. W 34. minucie rajd Luquinhasa nie potrafił przerwać żaden z defensorów gospodarzy. Brazylijczyk zacentrował na głowę Kante, który z bliska główkował w poprzeczkę. W 42. minucie ponowie pokazał się najaktywniejszy do przerwy Luquinhas. Jego strzał zablokował ofiarnie głową Bartłomiej Poczobut. Łodzianie odpowiedzieli uderzeniem Kity, który na rzut rożny sparował Radosław Cierzniak. Do przerwy był remis, choć zespół wicemistrzów Polski miał kilka znakomitych okazji do otworzenia wyniku.

Po zmianie stron defensywa Widzewa się posypała. Świetnie prezentował się 18-letni Michał Karbownik. Po jego akcji w 48. minucie Kante dał Legii prowadzenie. Trzy minuty później Karbownik wykorzystał błąd Kosakiewicza. Strzał młodego pomocnika obronił Pawłowski, Domagoj Antolić trafił w słupek, a Paweł Wszołek do siatki.


Wydawało się, że jest już po emocjach. W 56. minucie łodzianie przeprowadzili jednak szybką akcję, po której w polu karnym przewrócony został Mateusz Możdżeń. Faulował Lewczuk. Jedenastkę na gola zamienił Robak.




Po straconej bramce kibice Legii zadymili boisko i była przerwa w grze.


Po około dziesięciu minutach gra została wznowiona. Zaczęło się od dwóch fauli zawodników Legii. Po drugim Lewczuk ujrzał żółtą kartkę. Widzew dążył do wyrównania, a goście do zdobycia trzeciej bramki. Mecz mógł się podobać, prowadzony był w szybkim tempie. W 73. minucie łodzianie doprowadzili do remisu. Pogubiła się defensywa Legii, co wykorzystał Robak. Napastnik zagrał do Poczobuta, a ten w pole karne do Kity. Zawodnika Widzewa próbował powstrzymać Artur Jędrzejczyk. Uczynił to tak niefortunnie, że skierował piłkę do własnej bramki.




Łodzianie poszli za ciosem. W 78. minucie Daniel Mąka zgubił Lewczuka, ale jego dobry strzał głową wybronił Cierzniak. Widzew przycisnął Legię, która rozpaczliwie się broniła. W 80. minucie defensorów gospodarzy zdołał oszukać Kante, piłka poszybowała jednak nad poprzeczką.


W 84. minucie Legia ponownie objęła prowadzenie. Walerian Gwilia dośrodkował z rogu w kierunku Antolicia. Chorwat podał do Lewczuka, a słabo prezentujący się do tej pory stoper pokonał Pawłowskiego.


Łodzianie nie zdołali już odwrócić losów meczu. Do 1/8 finału Pucharu Polski awansowała Legia, ale zawodnicy Widzewa zasłużyli na ogromne słowa uznania za swoją postawę. Gdyby w ostatnich minutach Mąka zdołał pokonać Cierzniaka, byłaby dogrywka. To było bardzo dobre widowisko. Nic dziwnego, że kibice dziękowali zawodnikom Widzewa brawami na stojąco.

Widzew Łódź – Legia Warszawa 2:3 (0:0)

Bramki:
Robak 58., Jędrzejczyk 73-sam.. – Kante 48., Wszołek 51., Lewczuk 84.

Widzew: Pawłowski – Kosakiewicz, Rudol, Tanżyna, Kordas – Mąka, Możdżeń, Poczobut (90.+6 Radwański), Mandiangu (58. Gutowski) – Kita (90.+3 Wolsztyński), Robak.

Fot. Widzew Łódź



DODAJ KOMENTARZ: