ŁKS przegrał ze Śląskiem po samobójczym trafieniu kapitana

Piątek, 08 listopada 2019


W meczu czwartej kolejki ŁKS przegrał na swoim boisku z mistrzem Polski Piastem Gliwice 0:1. Wówczas do własnej bramki trafił Artur Bogusz. Na zakończenie rundy jesiennej łodzianie także przegrali po samobójczym trafieniu. Gola w meczu ze Śląskiem strzelił Jan Sobociński.



Przed piątkowym spotkaniem szkoleniowiec ŁKS stwierdził, że Śląsk to zespół doświadczony i wyrafinowany. – Spróbujemy narzucić rywalowi swój styl gry i odbierać wysoko piłkę, zresztą zapewne podobnie zamierza zagrać Śląsk. W związku z tym czeka nas albo bardzo ciekawe spotkanie, albo nieco mniej tym razem efektowne – przewidywał Kazimierz Moskal. Trener, pod nieobecność pauzującego za kartki Maksymiliana Rozwandowicza, opaskę kapitana powierzył Sobocińskiemu.



Początek, to lekka przewaga gości. Zawodnikom Śląska brakowało jednak precyzji i centymetrów, żeby umieścić piłkę w bramce ŁKS. W 13. minucie wyręczył ich Sobociński. Przemysław Płacheta uciekł na lewym skrzydle obrońcom, dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie wślizgiem Sobociński przeciął tor lotu piłki. Ta wylądowała w siatce, Arkadiusz Malarz nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję.




Stracona bramka nie podziałała na gospodarzy mobilizująco. Łodzianie grali wolno, bez pomysłu, mieli ogromne problemy z powstrzymaniem ataków Śląska. W 22. minucie na uderzenie z dystansu zdecydował się Łukasz Broź, minimalnie chybił. Dwie minuty później piłkarze ŁKS domagali się rzutu karnego. Ich zdaniem piłka po strzale Daniego Ramireza trafiła w rękę jednego z obrońców Śląska. Arbiter po analizie VAR nakazał grać dalej. W 26. minucie, po kolejnej akcji Ramireza, bliski samobójczego trafienia był Broź. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką.

W 30. minucie ponownie zakotłowało się w polu karnym gospodarzy. Broź przejął piłkę zagraną przez Sobocińskiego do Adriana Klimczaka, przebiegł z nią kilkadziesiąt metrów i dośrodkował. Sobociński wybił piłkę wślizgiem, a ta trafiła w boczną siatkę.


W 37. minucie Śląsk powinien strzelić drugiego gola. Kolejne złe podanie, tym razem Bartłomieja Kalinkowskiego, przejął Robert Pich. Pomocnik wpadł w pole karne, zagrał do Erika Exposito, który z pięciu metrów nie trafił w światło bramki.


Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Wrocławianie kontrolowali przebieg spotkania. Nie mieli z tym większego problemu, bo łodzianie prezentowali się słabiutko. To było jedno z gorszych 45. minut ŁKS w tym sezonie.




W przerwie Moskal dokonał jednak zmiany. Kalinkowskiego zastąpił Łukasz Piątek. Druga odsłona rozpoczęła się od indywidualnej akcji Ramireza, Hiszpan nie znalazł jednak miejsca do oddania strzału. Hiszpan nie znalazł jednak miejsca do oddania strzału. Obrońcy Śląska zdołali wybić piłkę. W 53. minucie Ramirez, po rzucie rożnym oddał strzał, Matus Putnocky zdołał odbić piłkę. Chwilę później niecelnie z dystansu uderzał Klimczak. W grze ŁKS coś drgnęło, ale gospodarze wciąż pozostawali bez klarownej sytuacji. W 58. minucie, po raz pierwszy w tym meczu, Jan Grzesik poradził sobie z Płachetą, który był najlepszym zawodnikiem pierwszej połowy.

Łodzianie po kilku niezłych minutach, ponownie spuścili z tonu. Piłka sprawiała im ogromne problemy. Odskakiwała w przyjęciu, rzadko docierała do adresata. W 63. minucie na indywidualną akcję zdecydował się Ramirez, ale Wojciech Golla przerwał szarżę Hiszpana.


Trener Moskal dokonywał zmian, ale nie miało to żadnego wpływu na poprawę gry ŁKS. Gospodarze byli wolniejsi od rywala, nie mieli żadnego pomysłu, prezentowali się fatalnie. Tak jak strzał Pirulo z dystansu w 73. minucie.


Aktem desperacji szkoleniowca było wpuszczenie na boisko Jewhena Radionowa, który do tej pory grywał w rezerwach. Napastnik w niczym nie pomógł. Jedynym jego osiągnięciem w piątkowy wieczór był debiut w ekstraklasie, w wieku 29 lat.


W doliczonym czasie gry doszło niemal do bijatyki. Nawet Malarz ruszył na połowę Śląska. W efekcie bramkarz ŁKS, Trąbka i Krzysztof Mączyński ujrzeli żółte kartki.




Gospodarze stracili bramkę po pechowej interwencji Sobocińskiego w 13. minucie. Mieli jednak bardzo dużo czasu na odrobienie strat. Nie odrobili, bo zagrali bardzo słabo. Rundę jesienną zespół prowadzony przez Moskala zakończył w fatalnym stylu. To dziesiąta porażka beniaminka, który na pewno po tej kolejce znajdzie się w strefie spadkowej. Znajdujące się w tabeli za łodzianami zespoły Wisły Kraków i Arki Gdynia grają bowiem ze sobą.

ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław 0:1 (0:1)

Bramka:
Sobociński 13.-sam.

ŁKS:  Malarz – Grzesik, Juraszek, Sobociński, Klimczak – Pyrdoł (67. Pirulo), Kalinkowski (46. Piątek), Srnić, Trąbka, Ramirez – Kujawa (71. Radionow).

Fot. PKO BP Ekstraklasa



DODAJ KOMENTARZ: