Widzew zagrał na szóstkę. Znicz rozbity 6:0

Niedziela, 10 listopada 2019


Piłkarze Widzewa szybko zapomnieli o porażce z Resovią. Łodzianie rozbili w meczu wyjazdowym Znicz Pruszków. Gospodarze od 25. minucie grali w osłabieniu, co znacznie ułatwiło wygraną zespołowi z al. Piłsudskiego.



Przed meczem z Widzewem w Zniczu doszło do zmiany trenera. Piotr Mosór zastąpił Andrzeja Prawdę. – To, że w Pruszkowie jest teraz zamieszanie i zmiana trenera nie pozostanie pewnie bez wpływu na drużynę, ale my nie możemy się na to oglądać. Pogubiliśmy już za dużo punktów, żeby zastanawiać się nad mocnymi czy słabymi stronami Znicza. Musimy patrzeć na siebie – mówił przed spotkaniem trener łódzkiej drużyny Marcin Kaczmarek.



Widzew wystąpił w Pruszkowie bez Daniela Mąki. Pomocnik w starciu z Resovią (0:1) doznał kontuzji, która okazała się poważna – złamana kość strzałkowa. W tym roku doświadczony zawodnik już nie zagra.


Pierwsze minuty meczu wyglądały tak, jakby to nie w Zniczu, a w Widzewie w ostatnich dniach było zamieszanie. Łodzianie biegali po murawie dostojne, wolno i nie kwapili się do ataków. Niezłą okazję mieli natomiast gospodarze. W 6. minucie Paweł Tarnowski otrzymał piłkę na szóstym metrze, źle jednak trafił w piłkę i ta pofrunęła nad poprzeczką. Dwie minuty później Marcin Bochenek ujrzał żółtą kartkę, za faul na Konradzie Gutowskim. W 10. minucie niewiele pomylił się Dariusz Zjawiński, a po chwili Wojciech Pawłowski obronił uderzenie Tarnowskiego.

Łodzianie zaczęli lepiej prezentować się od 25. minuty. Wówczas, po faulu na Kornelu Kordasie, drugą żółtą kartkę ujrzał Marcin Bochenek i musiał opuścić boisko. – Nie zgadzam się z sędziami. Pierwsza żółta kartka została pokazana pochopnie – stwierdził Mosór. Piłkarze Widzewa szybko przejęli inicjatywę. Na bramkę Znicza sunął atak za atakiem. W 28. minucie groźnie uderzał Konrad Gurtowski, ale piłka przeleciała obok słupka. Obrońcy gospodarzy grali ofiarnie, blokując strzały Mateusza Możdżenia i Przemysława Kity. W 41. minucie Tarnowski próbował zablokować uderzenie Adama Radwańskiego z narożnika pola karnego. Piłka odbiła się od zawodnika Znicza i zmyliła Piotra Misztala. Łodzianie objęli prowadzenie. Wynik do przerwy nie uległ już zmianie.








Druga odsłona znakomicie rozpoczęła się dla Widzewa. W 49. łodzianie podwyższyli prowadzenie. Po rzucie rożnym piłka odbiła się od Zjawińskiego i trafiła do Daniela Tanżyny. Obrońca z bliska wpakował futbolówkę do bramki.


Minutę później Znicz mógł strzelić kontaktowego gola. Uderzał Tarnowski, najgroźniejszy piłkarz gospodarzy, dobrze ustawiony Pawłowski obronił. W 59. minucie było już 3:0 dla gości. Marcin Robak był faulowany w polu karnym. Napastnik nie pomylił się z jedenastu metrów.


Kolejnego gola dołożył rezerwowy Rafał Wolsztyński. W 66. minucie napastnik zakończył składną akcję Możdżenia z Łukaszem Kosakiewiczem.


W 75. minucie na listę strzelców wpisał się kolejny rezerwowy. Christopher Mandiangu wykorzystał podanie Robaka, nie dając żadnych szans Misztalowi. Łodzianie bez większych problemów radzili sobie z osłabionym rywalem. W 83. minucie Wolsztyński nie trafił w bramkę, co uczynił dwie minuty później Robak. Napastnik pokonał bramkarza Znicza mocnym strzałem głową, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kosakiewicza. Widzew odniósł zasłużone zwycięstwo. Grający w osłabieniu gospodarze byli wyłącznie tłem dla zespołu z Łodzi.

Znicz Pruszków – Widzew Łódź 0:6 (0:1)

Bramki:
Radwański 41., Tanżyna 49., Robak 59.-karny., Wolsztyński 66., Mandiangu 75., Ronak 85.

Widzew: Pawłowski – Kosakiewicz, Rudol, Tanżyna, Kordas (46. Pięczek) – Radwański (60. Mandiangu), Możdżeń, Poczobut, Gutowski (75. Ameyaw) – Kita (64. Wolsztyński), Robak.

Fot. Widzew Łódź



DODAJ KOMENTARZ: