ŁKS zaczął dobrze – skończył fatalnie. Porażka z Lechią 1:3

Sobota, 23 listopada 2019


Łodzianie świetnie rozpoczęli starcie z Lechią. Po golu Jana Sobocińskiego prowadzili 1:0. Stworzyli jeszcze kilka sytuacji, których jednak nie wykorzystali. Lechia wyrównała w 23. minucie, a gra defensywna ŁKS całkowicie się posypała. Goście przegrali jedenaste spotkanie w sezonie.



Piłkarze ŁKS przystąpili do meczu w Gdańsku po dwóch porażkach, z Jagiellonią w Białymstoku i u siebie ze Śląskiem. W tym drugim meczu samobójczą bramkę zdobył Jan Sobociński. Choć wielu ekspertów sugerowało, żeby młody stoper w meczu z Lechią usiadł na ławce rezerwowych, trener Kazimierz Moskal ponownie postawił na reprezentanta młodzieżówki.



Gdańszczanie nie wygrali od pięciu kolejek, w czym ŁKS upatrywał swojej szansy na punkty. – Początek sezonu mieli dobry, ale ostatnie kolejki nie były dla Lechii najlepsze. Na pewno na gospodarzach ciąży duża presja i może w pierwszych minutach należy spodziewać się nerwowości z ich strony, ale my musimy skupić się na tym, by od początku uporządkować naszą grę i pokazać, co naprawdę potrafimy – mówił przed wyjazdem na Wybrzeże trener Moskal.


Początek spotkania to lekka przewaga Lechii, jednak bez większego zagrożenia bramki strzeżonej przez Arkadiusza Malarza. Co prawda w 5. minucie Lukas Haraslin urwał się obrońcom, ale przestrzelił. Gospodarze próbowali atakować i… stracili bramkę. W 10. minucie przepięknym uderzeniem z 14. metra popisał się Sobociński. To pierwsze trafienie wychowanka ŁKS w ekstraklasie. Łodzianie chcieli pójść za ciosem. Chwilę później zakotłowało się w polu karnym gospodarzy. Uderzenia Pirulo i Michała Trąbki były blokowane przez defensorów. W 15. minucie, po szybkiej kontrze, nieznacznie pomylił się Dani Ramirez. Obrona Lechii grała fatalnie, a łodzianie próbowali to wykorzystać. Goście nieźle wyglądali w ofensywie, brakowało jednak skuteczności.




Piłkarze Lechii pod bramkę ŁKS przedarli się w 21. minucie. Dobrą okazję zmarnował Sławomir Peszko, który posłał piłkę nad bramką z około 12 metrów. Dwie minuty później był remis. Gdańszczanie przejęli piłkę po niedokładnym zagraniu Ramireza, a Malarza pokonał Haraslin uderzeniem z ostrego kąta.


Lechia choć nie grała dobrze nie tylko zdołała wyrównać, ale sześć minut później wyszła na prowadzenie. Flavio Paixao uciekł Sobocińskiemu i oddał strzał. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki ŁKS. Tym razem gra defensywna łodzian się posypała. W 35. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ponownie uderzał Paixao, tym razem głową. Piłka poszybowała nad poprzeczką. W końcówce pierwszej połowy tempo gry siadło. Wynik nie uległ zmianie.


Druga odsłona rozpoczęła się od akcji Haraslina, który oddał słaby strzał. Zdecydowanie lepszy oddał chwilę później Paixao i gospodarze prowadzili już 3:1. Piłkę stracił Trąbka, zaspali Sobociński i Rozwandowicz, co wykorzystał napastnik Lechii.




W 61. minucie Paixao ponownie skierował piłkę do bramki ŁKS, ale był na pozycji spalonej. Dwie minuty później Malarza pokonał Rafał Wolski, ale arbiter po analizie VAR również nie uznał gola. Łodzianie w drugiej połowie mieli ogromne problemy z konstruowaniem akcji. Po niezłym początku i niewykorzystaniu kolejnych okazji łodzianie zapomnieli jak się gra. Mnożyły się błędy w wyprowadzaniu piłki, źle prezentowała się defensywa. W końcowych minutach goście praktycznie tylko biegali za piłką. ŁKS przegrał po raz jedenasty w tym sezonie i do bezpiecznego miejsca traci już cztery punkty.

Lechia Gdańsk – ŁKS Łódź 3:1 (2:1)

Bramki:
Haraslin 23., Paixao 29., 50. – Sobociński 10.

ŁKS: Malarz – Grzesik, Rozwandowicz (81. Juraszek), Sobociński, Klimczak – Trąbka (65. Pyrdoł), Piątek, Srnić, Guima, Ramirez (69. Bryła) – Pirulo.

Fot. PKO BP Ekstraklasa



DODAJ KOMENTARZ: