Wysokie zwycięstwo nad Bytovią. Widzew liderem

Niedziela, 24 listopada 2019


Zespół Widzewa wykorzystał porażkę Resovii i remis Górnika Łęczna. Łodzianie pokonując u siebie Bytovię awansowali na pierwsze miejsce w tabeli. Trzynastą bramkę w sezonie zdobył Marcin Robak, co daje mu przodownictwo w klasyfikacji strzelców drugiej ligi.



W drugiej kolejce Widzew niespodziewanie przegrał w Bytowie 1:2. Łodzianie liczyli na udany rewanż przed własną publicznością. – Bytovia gra bardzo solidnie w tym sezonie i szczególnie u siebie zbiera dużo punktów. My mamy jednak swoje zadanie do zrealizowania. Gramy przed własną publicznością i chcemy podtrzymać passę zwycięstw. Na pewno przeciwnik postawi nam trudne warunki, ale uważam, że pierwsze miejsce w tabeli na koniec roku cały czas jest w naszym zasięgu – mówił przed spotkaniem trener Marcin Kaczmarek.



Mecz znakomicie rozpoczął się dla Widzewa, który objął prowadzenie w trzeciej minucie. Po dośrodkowaniu Łukasza Kosakiewicza piłkę do bramki skierował Mateusz Możdżeń. To drugie trafie pomocnika w tym sezonie.

Łodzianie nie poszli za ciosem. Gra się wyrównała. Goście próbowali doprowadzić do remisu. W 12. minucie niezłą okazję miał Piotr Giel, główkował jednak mało precyzyjnie. Na murawie trwała walka. Dużo było przewinień, niepotrzebnych złośliwości.


Dopiero w 32. minucie łodzianie oddali kolejny celny strzał na bramkę Bytovii. Daniel Tanżyna źle trafił jednak w piłkę i jego uderzenie głową bez problemu złapał Paweł Kapsa. W 41. minucie znakomitą interwencją popisał się Wojciech Pawłowski, broniąc strzał Giela z półwoleja. Chwilę później bramkarz gości popełnił błąd, którego nie potrafił wykorzystać Marcin Robak. Napastnik przestrzelił. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.


W przerwie piłkarze Widzewa wypili chyba jakieś zioła na uspokojenie, bo początek drugiej połowy był w ich wykonaniu dość senny. Dwie okazje miał Daniel Feruga. Za pierwszym razem nie trafił w światło bramki, za drugim Sebastian Rudol zdążył zablokować strzał.


Łodzianie wyglądali na zagubionych. Sami podawali piłkę do rywali. Mieli jednak sporo szczęścia, bo Bytovia była nieskuteczna. Rezerwowy Norbert Hołtyn miał okazję na doprowadzenie do remisu, ale z niej nie skorzystał. Skorzystał natomiast Robak z podania Kosakiewicza. Napastnik ładnym uderzeniem głową pokonał Kapsę.


Goście szukali honorowego trafienia. Skuteczność pozostawiała jednak wiele do życzenia. Podobnie jak próby Tanżyny. Obrońca Widzewa źle uderzył głową po centrze z rzutu rożnego w 68. minucie. Cztery minuty później łodzianie przeprowadzili składną akcję, po której Kosakiewicz oddał mocny strzał, ale Kapsa obronił.


Goście wciąż stwarzali sytuacje, ale strzały oddawali słabe, albo niecelne. Tak jak w 74. minucie Karol Czubak. Uderzenie z dystansu nie sprawiło problemów Pawłowskiemu. Z trafianiem do bramki rywala nie mieli natomiast problemu zawodnicy Widzewa. W 82. minucie Rafał Wolsztyński, wprowadzony chwilę wcześniej, przelobował Kapsę i łodzianie prowadzili już 3:0.




Wynik spotkania w doliczonym czasie gry ustalił Wolsztyński. Christopher Mandiangu nie wykorzystał sytuacji sam na sam, ale poprawka napastnika była już bezbłędna. W meczu z Bytovią na boisku zameldował się Kamil Piskorski. Wychowanek Widzewa zadebiutował w pierwszej drużynie.




Widzew Łódź – Bytovia Bytów 4:0 (1:0)

Bramki:
Możdżeń 3., Robak 61., Wolsztyński 82., 90+1.

Widzew: Pawłowski – Kosakiewicz, Rudol, Tanżyna, Kordas – Możdżeń (90.+2 Piskorski), Poczobut – Kita (79. Wolsztyński), Radwański (71. Mandiangu), Gutowski (75. Pięczek) – Robak.

Fot. Widzew Łódź



DODAJ KOMENTARZ: