Widzew tak grał na wyjazdach, że zaparkował w trzeciej lidze

Czwartek, 15 czerwca 2017


Zespół z al. Piłsudskiego w zakończonym w środę sezonie prowadziło trzech trenerów. Marcina Płuskę, Tomasza Muchińskiego i Przemysława Cecherza łączy jedno – słaba postawa Widzewa w spotkaniach na obcych boiskach.



Mecze wyjazdowe były koszmarem Widzewa. W roli gospodarza łodzianie spisywali się nieźle, bez względu czy grali na stadionie przy ul. Milionowej, czy wiosną na nowym obiekcie przy al. Piłsudskiego. Po minięciu tabliczki z napisem – Łódź, zespół tracił wiele ze swojej wartości. W zakończonym w środę sezonie Drwęca na boiskach rywali straciła 15 punktów, drugi ŁKS 17, a Widzew aż... 29! Strata do drużyny z Nowego Miasta Lubawskiego wyniosła na zakończenie rozgrywek dziewięć punktów. Nie trzeba być geniuszem matematyki, żeby obliczyć kto wygrałby ligę, gdyby widzewiacy na obcym terenie punktowali podobnie, co najgroźniejsi rywale z czołówki. Ale nie punktowali. Na dodatek w Ełku (0-1) praktycznie sami wyeliminowali się z wyścigu o drugą ligę. To było najlepsze podsumowanie postawy widzewiaków na terenie przeciwnika.

Nic nie poprawiła, a wręcz zaszkodziła, zmiana Marcina Płuski na Tomasza Muchińskiego. Młodego szkoleniowca pożegnano w październiku po dwóch remisach: z Jagiellonią II (1:1) i ŁKS Łódź (2:2) i porażce w Morągu z Huraganem (0:3). Wówczas Widzew tracił do pozycji lidera 8 punktów, ale miał do rozegrania zaległy mecz z drugą drużyną Legii. Muchiński nie tylko przegrał to spotkanie, ale w końcówce rundy jesiennej powiększył stratę do 12 punktów.

Zimą nastąpiła kolejna zmiana trenera i wymiana piłkarzy. Pod wodzą Przemysława Cecherza Widzew zaczął odrabiać straty, ale w najważniejszym momencie, na finiszu rozgrywek, zaczął zawodzić. Szkoleniowiec, który przed meczem w Ełku mówił, że nie można się już zatrzymać, po porażce zaczął wypowiadać się w innym tonie. – Byłbym wariatem, gdybym zimą powiedział, że na sto procent w następnym sezonie zagramy wyżej. Gdybym dostał taki warunek, nie byłoby mnie tu. Owszem, powiedzieliśmy sobie, że powalczymy, w końcu to Widzew, ale wiedzieliśmy, że przy takiej stracie może się nie udać. Próbowaliśmy, ale cały czas mieliśmy w głowie, że trzeba też myśleć o następnym sezonie. Przy starcie z minus dwunastu i tak długo utrzymaliśmy się w grze o awans – stwierdził w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

Ocenę Widzewa w tym sezonie najlepiej oddają słowa Macieja Kazimierowicza po ostatnim meczu z Sokołem Aleksandrów (4-1). – Na pewno cieszy zwycięstwo na zakończenie sezonu. To dobry prognostyk przed nowymi rozgrywkami. Choć nie ukrywajmy, kończymy tę edycję w takich słodko-gorzkich nastrojach – stwierdził pomocnik. W przyszłym sezonie klub z al. Piłsudskiego chce być najlepszy na trzecioligowym froncie. Działacze zapowiadają wzmocnienia, które pozwolą cel zrealizować. – Zrobimy wszystko, żeby to osiągnąć – zapewnia Kazimierowicz. Żeby tak się stało musi nastąpić poprawa marnego bilansu spotkań wyjazdowych.



DODAJ KOMENTARZ:

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj