Ensar Arifović: Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pomogę ŁKS

Sobota, 22 lipca 2017


Często wychowankowie nie są aż tak zainteresowani losami klubu. – Przeglądanie wiadomości w internecie rozpoczynam od informacji związanych z ŁKS. Staram się być na bieżąco. Mam do tego klubu sentyment i nie zamierzam tego ukrywać – mówi nam były napastnik.



Z ŁKS odszedł pan latem 2008 roku. Interesuje się pan jeszcze losami łódzkiego klubu?

Arifović Przeglądanie wiadomości w internecie rozpoczynam od informacji związanych z ŁKS. Staram się być na bieżąco. Grałem w kilku zespołach, ale największy sentyment mam do ŁKS. Nie zamierzam nawet tego ukrywać. W Łodzi mam wielu przyjaciół, dobrze czułem się w tym mieście.

I co pan wie o ŁKS?

Chyba wszystko (śmiech). Dzisiaj przegrali 0:2 sparing z Rakowem Częstochowa. Dokładnie śledziłem trzecioligowe rozgrywki. Po rundzie jesiennej wydawało się, że awans będzie niezagrożony. Niestety wiosną nie było już tak dobrze. Ale w ŁKS zawsze tak było. Musi być nerwowo. Gdy grałem w tym klubie, było podobnie. Ostatecznie wszystko pozytywnie się zakończyło i zespół szykuje się do gry w drugiej lidze.

Według pana, co ŁKS może osiągnąć na poziomie drugiej ligi?

Po pierwsze, to dobrze, że ŁKS awansował. Dla tak dużego miasta, jak Łódź, zespoły na poziomie trzeciej ligi, to wstyd. Ważne, że po dużych problemach, kiedy istnienie klubu było zagrożone, wszystko zmierza w dobrym kierunku. ŁKS wydaje się być prowadzony przez odpowiednich ludzi. Wykonują dobrą robotę. Zespół wzmacniany jest coraz lepszymi piłkarzami. ŁKS powoli, ale pnie się w górę. Liczę, że w miarę szybko awansuje do pierwszej ligi, a później do ekstraklasy, gdzie jest jego miejsce.

Jak pan wspomina pobyt w ŁKS?

Bardzo dobrze. To był sympatyczny czas. Chociaż przy al. Unii grałem tylko dwa lata, to sentyment pozostał. W Łodzi spotkałem wielu życzliwych ludzi, a życie w tym mieście mi się podobało. Gdy odchodziłem, powiedziałem, że jeszcze tu wrócę. Byłem tego bliski po sezonie spędzonym w Jagiellonii. Porozumiałem się z działaczami i praktycznie w drodze do Łodzi dowiedziałem się, że ŁKS został wyrzucony z ekstraklasy. Nie było już po co jechać. Było mi żal, że tak się stało.

ŁKS wówczas borykał się z problemami finansowymi.

Mimo wszystko czas spędzony w tym klubie wspominam bardzo dobrze. Sportowo nie było się do czego przyczepić. Mieliśmy niezłą drużynę, która jako beniaminek mocno namieszała w lidze. Gdyby ten zespół został utrzymany na kolejny sezon, pewnie powalczylibyśmy o europejskie puchary. Jestem o tym przekonany. Tworzyliśmy świetnie rozumiejącą się grupę ludzi, nie tylko na boisku. Po zwycięstwach cały zespół szedł do klubu „Cabaret”. Zresztą nie tylko piłkarze. Listę obecności musieli podpisać również prezes i trenerzy (śmiech).

Które spotkanie w barwach ŁKS pamięta pan do dziś?

Wygrane przez nas spotkanie 2:1 z Wisłą Kraków, w którym strzeliłem dwa gole. Była taka mgła, że nic nie było widać. Pamiętam reakcję kibiców, a właściwie jej brak, gdy zdobyłem drugą bramkę. Wielu z nich jej nie widziało, a cieszyli się, bo usłyszeli radość z innych sektorów stadionu. Dobrze, że w telewizji były powtórki.

Gol z Wisłą Kraków:



W najbliższym czasie wybiera się pan do Łodzi?

W sierpniu planuję przyjechać na kilka dni. Na pewno pójdę na mecz ŁKS. Chciałbym również spotkać się z działaczami, by porozmawiać o nawiązaniu współpracy. Po zakończeniu kariery zajmuję się menedżerką. W Bośni i Hercegowinie jest wielu młodych, zdolnych piłkarzy, a ŁKS wydaje się dobrym miejscem, żeby mogli się rozwijać. Jako piłkarz już nie pomogę temu klubowi, ale chciałbym w inny sposób. Na przykład ściągając do Łodzi jakiś dobrych zawodników.


Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Który z klubów wywalczy awans?
 ŁKS Łódź
 Widzew Łódź
 ŁKS i Widzew
 Żaden
 » głosuj