Kascelan: W ŁKS często brakowało pieniędzy, ale nigdy dobrej atmosfery

Poniedziałek, 07 sierpnia 2017


Defensywny pomocnik nie spędził w ŁKS wielu sezonów, ale wciąż jest wspominany przez kibiców łódzkiego klubu. Były reprezentant Czarnogóry słynął przede wszystkim ze swojej nieustępliwości i walki przez 90 minut.



Spóźnione gratulacje z okazji awansu FK Tosno do ekstraklasy rosyjskiej.

Mladen Kascelan: Bardzo dziękuję. Na razie jest ciężko. Za nami cztery kolejki, w których zdobyliśmy trzy punkty, po zwycięstwie na wyjeździe w ostatniej kolejce. Oby była to zapowiedź lepszych wyników. Postaramy się powalczyć o osiągnięcie jak najlepszego rezultatu. Z pobytu w Rosji jestem zadowolony, nie mam na co narzekać.

Z Polski wyjechał pan sześć lat temu. Interesuje się pan jeszcze naszą ligą?

Oczywiście. Obserwuję przede wszystkim co dzieje się w ŁKS Łódź i Jagiellonii Białystok. Co zresztą jest zrozumiałe, bo w tych zespołach grałem. Polubiłem nawet oficjalne strony tych klubów na Facebooku, żeby być na bieżąco. Można powiedzieć, że mam dobre rozeznanie.

A jakie miał pan rozeznanie w 2007 roku, przed podpisaniem umowy z ŁKS?

Szczerze, żadnego. Nic nie wiedziałem o ŁKS. Po podpisaniu kontraktu oglądałem z trybun mecz z Polonią Bytom. Przyszło na niego dużo kibiców, chyba z siedem tysięcy. Pomyślałem wówczas, nie jest źle, to jest to, czego szukam.

Na debiut w pierwszej drużynie musiał pan trochę poczekać.

Zaczęło się niezbyt dobrze. Na pierwszym treningu dostałem piłką w głowę od Tomka Kłosa. Uderzenie było tak mocne, że doznałem wstrząśnienia mózgu. Nie trenowałem chyba z miesiąc. W ogóle w pierwszym sezonie w ŁKS pech mnie nie opuszczał. W czasie meczu w Krakowie z Wisłą, po golu Ensara Arifovicia na 2-0 dla nas, wskoczyłem mu na plecy, a on wybił mi łokciem zęba. Na dodatek przegraliśmy 2-5.

Mimo tych nieprzyjemnych sytuacji, chyba dobrze wspomina pan pobyt w ŁKS?

Oczywiście. Bardzo pozytywnie. Przeżyłem w klubie wspaniałe chwile, kibice zawsze byli wobec mnie w porządku, wspierając na każdym kroku. Do końca życia będę wspominał atmosferę, jaka panowała w Łodzi. Czułem się jak w domu. Byliśmy biednym klubem, ale z charakterem. Nikt nie narzekał na brak pieniędzy. Graliśmy dla kibiców, jak również dla siebie, żeby zapracować na transfer do bogatszego klubu.

Który mecz w barwach ŁKS pamięta pan najbardziej?

Z pewnością wygrane przez nas 2-0 derby, po golach Marcina Adamskiego i Tomka Kłosa. Z tego co pamiętam, ŁKS czekał na zwycięstwo nad lokalnym rywalem 11 lat. Radość była ogromna. Mieliśmy wówczas fajną drużynę. Szkoda, że nie udało się jej utrzymać.

Gdyby sytuacja finansowa była lepsza, ŁKS mógł wówczas powalczyć o wyższe cele?

Uważam, że tak. Tamten czas, to już jednak historia. Trzeba patrzeć w przyszłość. Według mnie ŁKS ma wszystko, żeby stać się dobrym klubem. Przede wszystkim oddanych kibiców, którzy nie odsuwają się w trudnych chwilach. Nawet jeśli było źle, przychodzili na mecze. Z tego co widzę, również teraz, choć to druga liga, frekwencja jest dość wysoka. Na pewno poprawi się, jeśli dobudowane zostaną pozostałe trybuny. Nie znam obecnych działaczy, ale widać, że dobrze wykonują swoją pracę. Muszą jednak znaleźć bogatego sponsora. To znacznie ułatwiłoby powrót do ekstraklasy. Wierzę, że wkrótce tak się stanie. Trzymam za to mocno kciuki.

Ma pan wciąż kontakt z byłymi zawodnikami ŁKS?

Obecnie tylko z Ensarem Arifoviciem. Pisze natomiast do mnie sporo kibiców. Pytają się co słychać, kiedy wpadnę na mecz ŁKS. To bardzo miło, że wciąż mnie pamiętają. Pozdrawiam ich, jak również kierownika drużyny, Jacka Żałobę, który dla ŁKS poświęcił swoje życie. Mam za to wielki szacunek dla niego.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj