Fajerwerków jeszcze nie było. Wystarczyło by pokonać Świt

Sobota, 12 sierpnia 2017


Można dyskutować, czy Franciszek Smuda miał odpowiednio dużo czasu, by odmienić grę Widzewa. Do przerwy nie było wcale lepiej niż za Przemysława Cecherza. W drugiej połowie, całkiem przyjemnie.



Gdy Smuda pojawił się na stadionie, powitały go gromkie okrzyki. Była to niestety jedyna miła chwila dla szkoleniowca, bo po kilku minutach rozpoczął się mecz. Pierwsze minuty należały do zespołu Świtu. Na szczęście znakomitą interwencją, po uderzeniu Krystiana Pomorskiego, popisał się Patryk Wolański. Łodzianie pierwszą groźniejszą akcję przeprowadzili po piętnastu minutach gry. Michał Miller zamiast do siatki, trafił w bramkarza gości.

Przez długie minuty na boisku nic wielkiego się nie działo. Piłkarze, co prawda biegali w dobrym kierunku, tylko pod bramką rywala zachowywali się jak nowicjusze. Tempo akcji było dość wolne, a stałe fragmenty gry w wykonaniu piłkarzy Widzewa były wykonywane bardzo niedokładnie. Niewiele zespołowi pomagał Aleksander Kwiek, który ma być liderem drużyny. Pomocnikowi sił wystarczyło na około trzydzieści minut. Później zachowywał się jak doświadczony grzybiarz, który wolno chodzi po lesie, żeby nie przeoczyć nawet najdrobniejszego okazu. Na boisku powinien poruszać się zdecydowanie szybciej. Widząc nieporadność gospodarzy, do ataku ruszyli zawodnicy Świtu. Nie potrafili jednak, tak jak na początku spotkania, zagrozić bramce Wolańskiego.

W 40 minucie Mariusz Gabrych wpadł na Smudę, a ten przewrócił się na bandę z reklamą „Murapolu”. 69-letniemu szkoleniowcowi na szczęście nic poważnego się nie stało. Chwilę po tym wydarzeniu Miller mógł zapewnić Widzewowi prowadzenie, jednak z około 12 metrów minimalnie przestrzelił. Sytuacja była wyborna. Pierwszą połowę zakończyło uderzenie głową Sebastiana Zielenieckiego.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków Widzewa. Ponownie znakomitej okazji nie wykorzystał Miller, a Marcin Kozłowski podał do Mateusza Prusa. Pozyskany z Drwęcy zawodnik pudłował, ale w końcu zrehabilitował się fantastycznym podaniem piętą do Mateusza Michalskiego. Pomocnik nie zmarnował okazji. Od tego momentu łodzianie osiągnęli zdecydowaną przewagę. Sytuacjii nie wykorzystali jednak Miller i rezerwowy Daniel Świderski. Lepszą skutecznością wykazał się Daniel Mąka, podwyższając po indywidualnej akcji na 2-0. Widzewiacy wygrali zasłużenie, choć o pierwszej połowie należy jak najszybciej zapomnieć.

Widzew Łódź - Świt Nowy Dwór Mazowiecki 2:0 (0:0)
Bramki
Michalski 69., Mąka 78.

Widzew: Wolański – Kozłowski, Sylwestrzak, Zieleniecki, Pigiel – Kazimierowicz, Radwański (77. Ostaszewski) – Mąka, Kwiek (66. Świderski), Michalski - Miller.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj