Sześć lat temu spakował plecak i ruszył w Polskę. Teraz z ŁKS walczy o pierwszą ligę

Wtorek, 12 września 2017


W niedzielę ŁKS zmierzy się z GKS Bełchatów. Będzie to wyjątkowe wydarzenie dla Krystiana Pieczary. Napastnik to wychowanek „Brunatnych”. – Pierwsze skojarzenie z GKS jest bardzo miłe. Wspominam trenera Jana Króla, u którego zaczynałem i tzw. „cepelek”. Kawałek boiska, na którym trenowaliśmy, z drogą przez sam środek, którą ludzie wracali ze sklepu z zakupami – mówi zawodnik łódzkiego klubu.



Napastnik przez kilka lat był w szerokiej kadrze pierwszej drużyny GKS, ale praktycznie w niej nie zaistniał. – W tamtym okresie na moich pozycjach była duża konkurencja. Dawid Nowak, Łukasz Garguła, Radosław Matusiak, którzy byli powoływani do kadry, doświadczeni ligowcy Janusz Dziedzic, Mariusz Ujek, reprezentant Hondurasu Carlo Costly, Rafal Boguski, Grzesiek Kuświk – obecnie solidny napastnik w Lechii Gdańsk, uważany za duży talent Karol Gregorek i Mateusz Cetnarski jeden z bardziej cenionych pomocników na przestrzeni ostatnich lat. Cieszyłem się, że mogłem z nimi trenować, czasami wziąć udział w odprawie, albo potrenować przy sztucznym świetle. Wiadomo, wtedy wydawało mi się, że jestem super, ale z perspektywy czasu wiem, że musiałem się jeszcze wiele, wiele nauczyć – wspomina.

Pieczara w pierwszym zespole zagrał raz. W grudniu 2009 roku w wyjazdowym meczu z Jagiellonią Białystok. Wszedł na boisko w 88 minucie, przy prowadzeniu gospodarzy 2:1. Takim też wynikiem spotkanie się zakończyło. – Było to dla mnie wielkie przeżycie. Po meczu uścisnąłem dłoń Tomkowi Frankowskiemu. Po powrocie do domu podrzucałem oboje rodziców, taki byłem szczęśliwy – opowiada. Regularnie grywał natomiast w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy. W sezonie 2008/09 strzelił jedenaście goli, z czego trzy ŁKS. W Łodzi GKS wygrał 4:2, a w Bełchatowie padł remis 2:2. W tym drugim meczu napastnik zdobył obie bramki. – Wszystkie doskonale pamiętam. W Łodzi strzeliłem ładnego gola, po uderzeniu głową. W Bełchatowie, w nieprawdopodobnych okolicznościach, piłka dwa razy spadła mi pod nogi – wspomina. Z pierwszą drużyną GKS trenował. Dzięki temu miał styczność z kilkoma szkoleniowcami, którzy różnili się charakterami i podejściem do piłkarzy. – Z Pawłem Janasem pojechałem na pierwsze zgrupowanie z zespołem seniorów. Imponowało mi, jak zawodnicy go szanowali, a także to jak on ich szanował. Praktycznie nie rozmawiał ze mną, ale być wtedy przy tej drużynie, to było coś – przyznaje Pieczara.

Barwną postacią był natomiast Jan Złomańczuk. – Jeszcze jako koordynator podpisał ze mną pierwszy kontrakt. Stypendium na takie pieniądze, że dziś za taką kwotę małolaty nie chciałyby wyjść ze Snapchata. Miał wiele śmiesznych powiedzonek, typu: ,,ustawiamy kwadrat cztery na dwa metry", ,,pistolet jednonożny" na rozciąganie mięśni czworogłowych, czy „berliński burdel”, gdy w naszej grze panował chaos. Kiedyś w specyficzny sposób podsumował zagranie jednego z zawodników. ,,Piotrek oglądałeś film, taki rumuński? Jaki trenerze? Kur... Tumanescu, to ty właśnie jesteś taki tumanescu!". Witał się, już chyba legendarnym, zlepkiem kilku słów ,,cześćsalwawitaj”. Miał specyficzne podejście i warsztat – wspomina napastnik. Debiut w ekstraklasie zawodnikowi umożliwił Rafał Ulatowski. – Trener, który na dłużej przygarnął mnie do pierwszej drużyny. Nie oszczędzał mnie na treningach, momentami miałem ciężko, ale bardzo się starałem. Opłacało się, bo zadebiutowałem w rozgrywkach ekstraklasy – mówi Pieczara.

Latem 2011 roku pożegnał się z Bełchatowem. – Z perspektywy lat uważam, że zrobiłem to zbyt późno. Wcześniej powinienem zdecydować się na ten krok. Niestety nie potrafiłem podjąć odpowiedniej decyzji, a w moim otoczeniu nie było osób, które mogły mi w tym pomóc. Kiedy kontrakt dobiegł końca, spakowałem plecak i ruszyłem w Polskę. Kibice GKS pewnie mnie już nie pamiętają. Gdy przyjeżdżam do Bełchatowa z innym zespołem, spiker przypomina im, że jestem wychowankiem klubu. Dzięki temu słyszę mniej wulgarnych słów pod swoim adresem, niż inni koledzy z drużyny – śmieje się napastnik. – Bełchatów to moje rodzinne miasto, a GKS dobrze wspominam. Zresztą z upływem lat człowiek pamięta tylko dobre rzeczy – dodaje.

Przed rozpoczęciem sezonu podpisał umowę z ŁKS. Początek pobytu w Łodzi nie był dla zawodnika udany. Na jednym z pierwszych treningów doznał kontuzji, która wykluczyła go niemal z całego okresu przygotowawczego. Po wyleczeniu urazu szybko wywalczył miejsce w podstawowym składzie. – Nie mogłem grać w sparingach, ale w trakcie rehabilitacji ciężko pracowałem nad powrotem do formy. Nie leżałem na kanapie zajadając się pizzą, tylko zasuwałem na siłowni, pływałem, a do tego mnóstwo zabiegów, które miały mnie szybko postawić na nogi. Dlatego było mi trochę łatwiej wejść na odpowiednie obroty. Jak się obecnie czuję nie jest aż tak istotne, jak to, że wygrywamy mecze i momentami prezentujemy fajną grę. Wiem, że stać mnie na wiele. Mam nadzieję, że będę pomagał drużynie swoimi zagraniami w każdym kolejnym spotkaniu – zaznacza Pieczara.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj