Jacek Ziober: Zabrakło jeżdżenia na tyłkach

Niedziela, 24 września 2017


Według byłego reprezentanta Polski od sześćdziesiątej minuty spotkania z Olimpią Elbląg (1:2) piłkarze ŁKS wyglądali tak, jakby nie mieli już sił. Wychowanek zespołu z al. Unii zastanawia się, dlaczego gospodarze wyszli na mecz z sześcioma defensywnymi zawodnikami.



Jacek Ziober komentował sobotnie spotkanie z Olimpią, transmitowane na antenie TVP Sport oraz regionalnych oddziałów TVP3. – Gdy otrzymałem składy, mocno się zdziwiłem. Rywal miał ostatnio problemy ze zdobywaniem punktów, a ŁKS wyszedł na to spotkanie z sześcioma defensywnymi piłkarzami. Nie wiem skąd ta bojaźń? Tym bardziej, że pierwsza połowa pokazała, że Olimpia grała żenujący futbol. Ełkaesiacy może nie prezentowali jakiegoś wybitnego futbolu, ale byli zespołem dużo lepszym – stwierdził były pomocnik.

Ziober nie ukrywa, że końcowy wynik mocno go zdziwił. – Olimpia w pierwszej połowie nie stworzyła praktycznie żadnej okazji bramkowej. Mieli problemy z wyjściem z własnej połowy boiska. Skoro ŁKS tuż przed przerwą strzelił gola, to w drugiej połowie powinien poprawić. Tymczasem nie poszli po swoje, co mnie dziwi – przyznał wychowanek łódzkiego klubu.

Dodał, że w postawie zawodników ŁKS zabrakło mu większego zaangażowania. – Po sobotnim meczu jestem wkurzony nie z powodu porażki, bo te się zdarzają, ale z powodu postawy zawodników. Nie chodzi nawet o to, że nie potrafili narzucić rywalowi własnego stylu gry. Na tym poziomie rzadko zdarzają się drużyny, które taki posiadają. Zabrakło mi przede wszystkim walki i jeżdżenia na tyłkach. Tak, by pokazać rywalowi: my tu rządzimy, to nasza twierdza. Być może wynikało to z tego, że po godzinie gry zawodnicy ŁKS wyglądali tak, jakby nie mieli już sił. Zespół źle wyglądał pod względem cech wolicjonalnych – podkreślił Ziober.

Według niego mecz Olimpii wygrał jej trener Adam Boros. – W drugiej połowie odległość między pomocnikami a obrońcami ŁKS wynosiła około 30 metrów. Szkoleniowiec gości przesunął więc trzech piłkarzy do przodu, a pozostałym nakazał do nich zagrywać. Na dodatek wprowadził na boisko doświadczonego Antona Kołosowa. Ten zaliczył asystę i zdobył bramkę. Mimo nadwagi, zabawił się z defensywą ŁKS. Z drugiej strony, gdyby Patryk Bryła wykorzystał sytuację, byłoby po meczu. Szkoda, bo po wejściu prezentował się bardzo dobrze, a po tym pudle, zgasł – stwierdził Ziober.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj