Pojechali żeby wygrać i wygrali. Boisko było sprzymierzeńcem Widzewa

Wtorek, 03 października 2017


Dla zespołu Widzewa, po dwóch meczach zakończonych remisami, w Nowym Mieście Lubawskim liczyła się tylko wygrana. Tak też się stało, dzięki czemu nie powiększyła się punktowa strata do lidera z Aleksandrowa Łódzkiego.



Łodzianie do spotkania z Drwęcą przystępowali znając wyniki rywali z czołówki. Prowadzący w tabeli Sokół wygrał 2:0 z Olimpią Zambrów, a Lechia Tomaszów Mazowiecki ograła 1:0 ŁKS 1926 Łomża. Brak kompletu punktów w Nowym Mieście Lubawskim mógł Widzew drogo kosztować. Nie tylko powiększyłaby się strata do lidera, ale również Lechia wyprzedziłaby w tabeli łódzki zespół. – Chcieliśmy i musieliśmy ten mecz wygrać. Wierzymy w to, co gramy. Wierzymy w założenia, które nakreśla nam trener i sumiennie staramy się je realizować. Te dwa remisy się po prostu przydarzyły. Ważne, że udało nam się wrócić na właściwe tory i obyśmy zostali na nich jak najdłużej – stwierdził Maciej Kazimierowicz.

Dobry stan murawy z pewnością pomógł Widzewowi w zdobyciu trzech punktów. W Morągu (1:1) boisko przypominało kartoflisko, które bardziej przeszkadzało zawodnikom w płynnej grze, niż rywale. – Staramy się szukać krótkich podań. Przy naszej filozofii gry, gdy próbujemy grać dużo po ziemi i są w miarę równe boiska, to wszystko w dużej mierze nam wychodzi – podkreślił pomocnik.

W Widzewie, przynajmniej na razie, nikt nie przejmuje się dwupunktową stratą do Sokoła. – Cały czas patrzymy do przodu. Nie obawiamy się żadnego rywala i zawsze wierzymy w zwycięstwo – zapewnił Kazimierowicz.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj