Twardy bój przy al. Unii. Zwycięsko wyszedł z niego zespół ŁKS

Sobota, 07 października 2017


To nie było łatwe spotkanie dla drużyny ŁKS. Łodzianie długo nie mogli poradzić sobie z uważnie grającą w defensywie Wisłą Puławy. Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania do siatki rywali trafił Maksymilian Rozwandowicz.



W Łodzi spotkały się zespoły, które w tym sezonie zanotowały najwięcej remisów ze wszystkich drużyn 2. ligi, po sześć. Trenerzy ŁKS, jak to mają w zwyczaju, ponownie dokonali wielu roszad w składzie. Nie wpłynęło to dobrze na postawę gospodarzy, którzy przez długie minuty pierwszej połowy nie mogli poradzić sobie z defensywnie ustawioną Wisłą. Goście nie byli zainteresowani konstruowaniem akcji ofensywnych, ograniczali się do przeszkadzania. Zadanie mieli ułatwione, bowiem do przerwy arbiter Marcin Liana pozwalał piłkarzom z Puław na ostrą grę, rzadko odgwizdując ich przewinienia. Doprowadziło to do wielu niepotrzebnych spięć między zawodnikami obu drużyn, przez co widowisko w pierwszych 45 minutach mocno ucierpiało.

Przez dwadzieścia minut na boisku nie działo się nic godnego odnotowania, prócz walki. W zespole ŁKS najlepiej prezentował się Paweł Pyciak, który został przesunięty z obrony do pomocy. Zawodnik nieźle radził sobie jako prawoskrzydłowy. To właśnie Pyciak oddał pierwszy groźny strzał, zablokowany jednak przez obrońców Wisły. Po jego podaniu szansę na gola miał Jewhen Radionow, ale również jego uderzenie zostało zablokowane. W 27 minucie łodzianie domagali się rzutu wolnego pośredniego, po tym jak bramkarz gości złapał piłkę po zagraniu swojego zawodnika. Arbiter uznał, że... tak wolno. W ostatnim kwadransie pierwszej połowy ŁKS dominował, dłużej utrzymywał się przy piłce, niewiele jednak z tego wynikało.

Pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy łodzianie mogli objąć prowadzenie. Piotr Pyrdoł został sfaulowany dwadzieścia metrów od bramki Wisły. Piłka, po uderzeniu Bartosza Widejki, trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. Zabrakło niewiele. W 59 minucie trener Wojciech Robaszek dokonał pierwszej zmiany. Pyrdoła zastąpił Jakub Kostryka, który wniósł sporo ożywienia w poczynania ŁKS. Zawodnicy z Puław nie radzili sobie z pomocnikiem, który był dla nich za szybki. W ciągu dwóch minut dwie żółte kartki złapał na Kostyrce Jakub Smektała. Goście od 63 minuty musieli więc radzić sobie w dziesiątkę. Łodzianie przycisnęli. Strzał Widejki obronił Sebastian Madejski, a Damian Guzik minął się z piłką, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Z czasem gra się jednak wyrównała.

Czas płynął a piłkarze ŁKS nie potrafili rozmontować defensywy Wisły. Pomóc miał w tym Filip Burkhardt, który zmienił Mateusza Gamrota. Już pierwszy kontakt rezerwowego z piłką mógł zakończyć się zdobyciem bramki. Po podaniu Pyciaka pomocnik spudłował z około 10 metrów! W 80 minucie łodzianie dopięli swego. Widejko dośrodkował z rzutu rożnego, a piłka, po strąceniu przez Radionowa, trafiła pod nogi Maksymiliana Rozwandowicza. Ten strzałem z bliska pokonał bramkarza Wisły. Jak się później okazało, był to jedyny gol w tym meczu, dający ŁKS trzy punkty. Tym samym łodzianie przerwali zespołowi z Puław serię sześciu remisów z rzędu.


ŁKS Łódź – Wisła Puławy 1:0 (0:0)
Bramka:
Rozwandowicz 80

ŁKS: Kołba – Rozmus, Rozwandowicz, Juraszek, Widejko – Pyciak, Kocot, Gamrot (73. Burkhardt), Pyrdoł (59. Kostyrka), Guzik – Radionow.
Czerwona kartka: Smektała (63.)

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj