Marek Koniarek: Widzew nie powinien mieć problemów z awansem

Poniedziałek, 06 listopada 2017


Nagrodą dla piłkarzy Rozwoju Katowice za osiągniecie korzystnego wyniku w spotkaniu z ŁKS Łódź, miała być możliwość obejrzenia z trybun potyczki Widzew – ŁKS Łomża. Tak się nie stało, goście przegrali 0:1. – Obiecuję, że wkrótce pojawię się na meczu Widzewa – zapewnia Marek Koniarek.



Na konferencji po spotkaniu z ŁKS Łódź nie krył pan rozczarowania wynikiem.

Marek Koniarek: Nasza gra nie była zła. Byliśmy częściej w posiadaniu piłki, więcej biegaliśmy od ŁKS, mieliśmy swoje sytuacje. Jednak to gospodarze zdobyli bramkę, wykorzystując pierwszą sytuację w meczu. Po przerwie mieliśmy kolejne okazje, przez długie minuty nie schodziliśmy z połowy ŁKS, ale niestety nie potrafimy strzelać goli. Nie ma w zespole zawodnika chytrego na bramki.

Od początku graliście agresywnie, atakując zawodników ŁKS już na ich połowie. Taki był plan na to spotkanie?

Wyszliśmy wysoko, bo nie mieliśmy czego bronić. W drużynie mam kilku chłopców, którzy chcą grać do przodu. My nie potrafimy się bronić. Dlatego w spotkaniach u siebie tracimy punkty, bo gramy zbyt ofensywnie i nas kontrują. Po spotkaniu z ŁKS wiele osób nas chwaliło. Co z tego, skoro od tego punktów nam nie przybyło.

To prawda, że nagrodą dla zawodników Rozwoju za dobry wynik w meczu z ŁKS miało być obejrzenie spotkania Widzew – ŁKS Łomża z wysokości trybun?

Obiecałem chłopakom przed meczem, że jeśli nie przegramy z ŁKS, to jedziemy na stadion przy al. Piłsudskiego. Nastroje w zespole były jednak tak złe, że pojechaliśmy od razu do domu. Nie było sensu, wszyscy mieli spuszczone głowy. Obiecuję jednak, że wkrótce pojawię się na spotkaniu Widzewa.

Interesuje się pan tym, co się dzieje w Widzewie?

Żartuję, że mam widzewski telefon, co go włączę to wyświetlają mi się informacje związane z tym klubem (śmiech). W Widzewie mam wielu kolegów, często rozmawiam z Andrzejem Kretkiem, także jestem na bieżąco.

Z trenerem Franciszkiem Smudą również ma pan kontakt?

Nie mam żadnego kontaktu z trenerem Smudą.

Ostatnio narzeka, tak jak pan, że brakuje mu skutecznych napastników.

Czytałem, że w Widzewie trwają poszukiwania piłkarzy do ataku. Na pewno coś znajdą, ale wydaje mi się, że w Widzewie akurat na atak nie powinno się narzekać. Napastnicy przecież są.

Według pana Widzew wywalczy w tym sezonie awans do II ligi?

Nie powinien mieć z tym problemów. Fajny stadion, duże wsparcie kibiców i niezła, jak na trzecią ligę, drużyna. Oczywiście kibice Widzewa zawsze wymagają od zespołu zwycięstw, najlepiej wysokich. Za moich czasów było podobnie, ale nie zawsze tak się kończyło. Nawet w sezonie 1995/96, w którym zdobyliśmy tytuł mistrza Polski, mieliśmy na koncie siedem remisów. Pamiętam jak przyjechał do nas Stomil Olsztyn i po pół godzinie gry przegrywaliśmy 0:2. Miało być odwrotnie, przecież walczyliśmy o mistrza. Zakończyło się wynikiem 2:2, a dwie bramki zdobył... Koniarek. Także niekiedy remis, a nawet porażkę, trzeba przyjąć ze spokojem. Tak to już w piłce jest, że nie zawsze faworyt wygrywa.


Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Kto jest większym przegranym sezonu 2016/17?
 Widzew Łódź
 ŁKS Łódź
 » głosuj