Krystian Pieczara: Są rzeczy ważne i ważniejsze

Czwartek, 14 grudnia 2017


Po zakończeniu rundy jesiennej napastnik poprosił działaczy ŁKS Łódź o rozwiązanie kontraktu. Zarząd klubu przychylił się do tej prośby. Krystian Pieczara wyjaśnia powody swojej decyzji i podsumowuje pobyt w Łodzi.



Kontrakt z ŁKS podpisał pan na dwa lata. Przygoda z Łodzią zakończyła się jednak po kilku miesiącach. Dlaczego?

Krystian Pieczara: Rzeczywiście z ŁKS mogłem być związany nawet 3 lata, ale sam poszedłem i poprosiłem o jego rozwiązanie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Muszę poukładać sprawy rodzinne, to był główny powód rozwiązania kontraktu.

A może miało to związek z przyjściem do ŁKS Rafała Kujawy i obawą przed konkurencją?

Nie żartujmy. Rafał to na pewno uznane nazwisko, ale jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nigdy nie odszedłem z klubu z powodu obawy przed konkurencją. Mam swój charakter i to nie w moim stylu.

Runda jesienna była w pana wykonaniu bardzo słaba. Za dużo nie pomógł pan zespołowi.

Pod względem liczb na pewno się z tym zgodzę. Natomiast jeśli chodzi o samą grę to uważam, że za każdym razem kiedy pojawiałem się na boisku to dawałem jakość. Kilka spotkań zagrałem na naprawdę dobrym poziomie, zawsze dawałem z siebie maksa. Nie kopałem się po czole. Nie było tak, że chciałem wrzucić piłkę lewą nogą, a zamiast w nią kopnąłem się w prawą. Pracowałem dla zespołu, nie chodziłem, nie gadałem, tylko zapierdalałem dla klubu, dla ludzi, którzy mi zaufali. Wypadłem ze składu z powodu choroby, to poszedłem na rezerwy, zdzierałem gardło, jeździłem na dupie. Ktoś powie, że to mój obowiązek, ale wszyscy wiemy jak niektórzy traktują takie mecze. Na swojej pozycji - dziewiątce, tak naprawdę zagrałem 60 minut, resztę spotkań grałem na 10, momentami na 8. Prawda jest taka, że jestem napastnikiem i nawet jak stanę w bramce, to internetowe trolle będą pisać, że Pieczara nie strzela. Takie jest życie, ja to rozumiem, ale czasami trzeba mieć szerszą perspektywę. Oczywiście boli, że nie miałem żadnych liczb, ale z drugiej strony zespół ŁKS jest na drugim miejscu w tabeli. W tym momencie to najbardziej się liczy.

Wpływ na pana postawę mogły mieć problemy zdrowotne w letnim okresie przygotowawczym?

Nie, zupełnie nie. Nie będę się w ogóle tak tłumaczył. Od razu jak byłem w dyspozycji to zacząłem grać, trener na mnie stawiał.

Wojciech Robaszek stwierdził, że Pieczara jest jego największym rozczarowaniem. Chodziło o rozwiązanie przez pana kontraktu.

Nie dziwię się, że tak powiedział. Myślę, że nie spodziewał się mojego odejścia. Zawsze w momencie, kiedy wypada ktoś na kogo liczysz, robi się mały problem, bo te puzzle trzeba układać od nowa. Trener zrozumiał sytuację, nie jesteśmy tylko piłkarzami i trenerami, jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Trzeba po prostu być człowiekiem. Dlatego chcę podziękować prezesowi Salskiemu i dyrektorowi Przytule. Po pierwsze za to, że zaufali mi, a po drugie, że w sytuacji, w której się znalazłem wykazali się wyrozumiałością. Potrzebujemy więcej takich osób w piłce, w Łodzi macie szczęście.

Będzie pan w ogóle wspominał ten krótki epizod związany z ŁKS?
Postaram się pamiętać tylko o tym, że zespół przez całą rundę przegrał tylko jeden mecz i jest wiceliderem.

W którym klubie zobaczymy pana w rundzie wiosennej?

Nie mam pojęcia, czy w ogóle będę jeszcze grał. Na razie muszę poukładać sprawy osobiste.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: