Świt oślepił piłkarzy Widzewa. Wyjazdowa porażka 1:2

Sobota, 17 marca 2018


Piłkarze Widzewa w pierwszej połowie zagrali słabiutko, nic dziwnego, że do przerwy przegrywali ze Świtem 0:1. Po przerwie wyrównał Robert Demjan, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy. Łodzianie przegrali 1:2.



Z powodu złego stanu boisk nie odbyły się cztery mecze 19. kolejki rozgrywek 3. ligi. Po piątkowych obfitych opadach śniegu istniało duże prawdopodobieństwo, że do skutku nie dojdzie również mecz w Nowym Dworze Mazowieckim. Gospodarze nie wystąpili jednak o jego przełożenie twierdząc, że murawa nadaje się do gry. Ta nie była najgorsza, ale zimny wiatr z pewnością nie pomagał piłkarzom obu drużyn.




Łodzianie, którzy wygrali trzy ostatnie spotkania ze Świtem (2:0 u siebie i 2:1 na wyjeździe w poprzednim sezonie i 2:0 w rundzie jesiennej), byli zdecydowanym faworytem tego spotkania. Przez długie minuty jednak tego nie potwierdzali. To gospodarze sprawiali lepsze wrażenie, stwarzając kilka groźnych sytuacji. Już w 2. minucie Patryk Wolański musiał interweniować, bo Michał Steć znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Widzewa. Siedem minut później mogło być 1:0 dla miejscowych. Minimalnie przestrzelił Krystian Pałczyński.

Zespół Świtu prezentował się lepiej od widzewiaków, którzy nie potrafili oddać celnego strzału. W 30. minucie łodzianie w końcu przeprowadzili jakąś sensowną akcję, ale Marek Zuziak przeniósł piłkę nad poprzeczką. Piłkarze Widzewa próbowali prowadzić grę, starali się rozmontować defensywę gospodarzy, ale im było bliżej bramki strzeżonej przez Mateusza Prusa, tym było gorzej.

Świt rzadko atakował, ale jeśli już zapędził się w okolice pola bramkowego Widzewa, robiło się niebezpiecznie. W 40. minucie Pałczyński otrzymał podanie od Radosława Śledziewskiego i uderzeniem głową nie dał żadnych szans na skuteczną interwencję Wolańskiemu. Łodzianie mogli szybko wyrównać, jednak beznadziejnie wykonali rzut wolny. Zuziak chyba sam nie wie, co chciał zrobić. W końcówce pierwszej połowy na kolejnego gola chrapkę miał Pałczyński, tym razem Wolański nie dał się pokonać. Do przerwy Widzew prezentował się bardzo słabo.

W przerwie trener Franciszek Smuda zdjął Zuziaka, a wprowadził na boisko Mateusza Michalskiego. Gra łodzian zdecydowanie się poprawiła. W 48. minucie Dario Kristo groźnie strzelał, sędzia odgwizdał jednak pozycję spaloną zawodnika Widzewa. Goście osiągnęli wyraźną przewagę, Świt nie mógł wyjść poza połowę boiska. Uderzali Robert Demjan i Michalski, za każdym razem obrońcy Świtu ofiarnie blokowali piłkę. W 56. minucie strzelał Daniel Mąka, jednak zbyt słabo by pokonać Prusa.

Na początku drugiej połowy dwie okazje zmarnował Karol Stanek, którego w 63. minucie zmienił Marcin Pieńkowski. Chwilę później było 1:1. Prus popełnił fatalny błąd, wypuścił piłkę po dośrodkowaniu, a Demjan nie marnuje takich prezentów. Łodzianie przycisnęli, tego dnia skuteczność nie była jednak ich mocną stroną. Na dodatek w 72. minucie Marcin Kozłowski faulował rywala przed polem karnym. Do rzutu wolnego podszedł Marcin Kozłowski ze Świtu i precyzyjnym uderzeniem pokonał Wolańskiego. Bramkarz Widzewa lepiej mógł zachować się w tej sytuacji.

W 88. minucie z sektorów kibiców Świtu poleciały race w stronę sektora Widzewa i mecz został przerwany. W doliczonym czasie gry łodzianie rzucili się do szaleńczych ataków, nic jednak nie wskórali. Łodzianie niespodziewanie przegrali 1:2.

Świt Nowy Dwór Mazowiecki – Widzew Łódź 2:1 (1:0)
Bramki:
Pałczyński 40., Kozłowski 72. – Demian 63.

Widzew: Wolański – Kozłowski, Kostkowski, Zieleniecki, Pigiel – Mąka (72. Miller), Kristo, Kwiek (80. Kazimierowicz), Zuziak (46. Michalski) – Stanek (63. Pieńkowski), Demjan.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Który z klubów wywalczy awans?
 ŁKS Łódź
 Widzew Łódź
 ŁKS i Widzew
 Żaden
 » głosuj