Cezary Stefańczyk o ŁKS: W szatni był jeden temat – pieniądze

Niedziela, 18 marca 2018


Obrońca trafił do łódzkiego klubu latem 2011 roku. W ligowym debiucie z Lechem Poznań (0:5) zaliczył samobójcze trafienie. Jesienią rozegrał 13 spotkań w ekstraklasie, a zimą wrócił do Zawiszy Bydgoszcz.



Cezary Stefańczyk udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”, w którym nie zabrakło pytań o grę w ŁKS. Pieniądze - to najczęściej wypowiadane przez niego słowo przy okazji wspominania pobytu w klubie z al. Unii. – Do ŁKS Łódź poszedłem z Zawiszy Bydgoszcz, gdzie miałem płacone wszystko. W Łodzi zapłacili mi tylko za dwa i pół miesiąca, a byłem tam ponad pół roku. Podpisałem ugodę w sądzie. Mieli mi zapłacić dwanaście rat. Złotówki z tych pieniędzy nigdy nie zobaczyłem i nie zobaczę. Tamten ŁKS ogłosił upadłość – wspomina obrońca Wisły Płock.

Po awansie do ekstraklasy sytuacja ŁKS do najlepszych nie należała. – Teraz jest o tym trochę łatwiej mówić, ale wtedy do śmiechu mi nie było. Obiecano nam wypłatę zaległości po tym, jak przyjdzie transza środków z Canal+. A kiedy nam to mówiono, to pieniądze z tego tytułu od tygodnia były już w klubie. Kasa gdzieś cały czas krążyła, tylko nie trafiała do nas. „Była na rondzie i nie mogła z niego zjechać” – żartowaliśmy w szatni. To był śmiech przez łzy. Część z nas do dziś czeka na te przelewy i już się nie doczeka – opowiada Stefańczyk.

Był krótki okres, gdy sytuacja finansowa w łódzkim klubie się poprawiła. – W ŁKS przez chwilę było dobrze, jak przyszedł trener Michał Probierz. Wtedy wypłacili nam nagle jedną pensję, trenowaliśmy w Gutowie Małym. Przez kilkanaście dni zrobiło się profesjonalnie. Poprawiły się wyniki, ale po chwili znów była kicha. W szatni masakra, cały czas jeden temat – kiedy pieniądze. Na boisku o tym się nie myślało, ale poza nim cały czas była gadka. Ja się tym chłopakom nie dziwię. Mieli rodziny, dzieci, kredyty. Banku nie interesuje to, że ci nie płacą w pracy. Rata ma być zapłacona i koniec. Aż tak źle nie miałem, ale też koszty były większe niż profity, wynikające z gry – przyznaje zawodnik.

Mimo braku wypłat obrońca podziękował łódzkiemu klubowi. – Debiutowałem w ekstraklasie jak miałem 27 lat w ŁKS. Jestem wdzięczny temu klubowi, że dostałem szansę, której do końca nie wykorzystałem. Być może fakt, że nie miałem zazwyczaj menedżerów miał na to wpływ, że tak późno trafiłem do ekstraklasy – twierdzi Stefańczyk.



Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ:

SONDA

Który z klubów wywalczy awans?
 ŁKS Łódź
 Widzew Łódź
 ŁKS i Widzew
 Żaden
 » głosuj