Radionow: Postanowiłem dać ŁKS szansę. Dziś absolutnie nie żałuję

Środa, 21 marca 2018


Ukraiński napastnik związał się z ŁKS latem 2016 roku. Z miejsca stał się ulubieńcem kibiców klubu z al. Unii. Nie ukrywa, że Łódź to dla niego „ziemia obiecana”. Długo musiał jej szukać. Pierwszym klubem Jewhena Radionowa w Polsce był Kryształ Glinojeck. Twierdzi, że to najgorsze miejsce na świecie.



Radionow przyjechał do Polski na początku 2011 roku. Glinojeck, miasto w województwie mazowieckim, na zawsze pozostanie w pamięci zawodnika. – Najgorsze miejsce na świecie. Mam same złe wspomnienia. Bałem się, że tam się skończę. Zachleję się, albo zabiją mnie miejscowi dresiarze. Mieszkaliśmy w siedmiu w chałupie opalanej węglem. Powrotu na Ukrainę już nie miałem. Rozwiązałem kontrakt z Kreminem Krzemieńczuk, więc byłem pozamiatany – wspomina napastnik.

Menedżer obiecywał piłkarzowi zarobki na poziomie 5 tysięcy euro, a ten niemal przymierał głodem. – W Glinojecku płacili nam pięćset złotych na miesiąc. Codziennie mogłem więc wydać na jedzenie piętnaście złotych. W Biedronce wybierałem same najtańsze produkty. Nie znałem języka i czasami trafiały się jakieś kompletnie obrzydliwe wynalazki, które miały jednak tę zaletę, że były najtańsze. Utrzymując się nawet na granicy głodu, za pięć stów nie dało się jednak wyżyć – opowiada Radionow.

Gdy poskarżył się prezesowi klubu, że pieniędzy brakuje mu nawet na jedzenie, ten zaproponował dodatkową pracę. – O piątej rano siedziałem w furgonetce i jechałem na jakąś wieś, trzydzieści kilometrów od Glinojecka. Dźwigaliśmy krawężniki, osadzaliśmy stukilowe kloce w jezdni. Potem przerzucaliśmy łopaty żwiru. Wbijaliśmy znaki drogowe. Po czymś takim byłem żywym trupem, a przecież czekał mnie jeszcze trening. W sparingach strzeliłem chyba z dziesięć goli, w czwartej lidze byłem już wrakiem. I fizycznie, i psychicznie. Nie miałem siły biegać. Moi współlokatorzy coraz częściej zaglądali do działu z piwem w Biedronce i coraz częściej powtarzali: „Musimy olać ten pieprzony futbol i wziąć się za zbieranie truskawek! Rozumiecie? Tylko truskawki!” – mówi Radionow.

Gdy Kryształ spadł do okręgówki, napastnik wrócił na Ukrainę. Tam jednak nie chciał go żaden klub. W końcu trafił do Ursusa Warszawa. Później był GKS Katowice, ponownie Ursus, Świt Nowy Dwór Mazowiecki. Latem 2016 roku do zawodnika zadzwonili działacze ŁKS, ale ten nie chciał ruszać się z Warszawy, gdzie mieszka. – Na początku byłem mocno sceptyczny. ŁKS zaproponował ciekawe warunki, ale mi zależało, żeby być z rodziną, a o przeprowadzce z małym dzieckiem nie chciałem słyszeć. „Mieszkać w Łodzi nie mogę, mogę co najwyżej dojeżdżać do was samochodem, tylko tu jest problem, bo ja nie mam auta” – grałem z działaczami w otwarte karty. Przekonywali, że wynajmą duży dom, wydzwaniali, namawiali. Wtedy pierwszy raz poczułem, że w Polsce zależy komuś na takim piłkarzu, jak Jewhen Radionow. Postanowiłem dać Łodzi i ŁKS szansę. Dziś absolutnie nie żałuję – podkreśla napastnik.

Całą historię Jewhena Radionowa można przeczytać w „Skarby Miasta Łódź 2018”. To kompendium wiedzy o wszystkich łódzkich drużynach piłkarskich.

Kup już teraz Skarby Miasta - Łódź 2018 (Wersja ŁKS)

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: