Trenerzy po meczu Warta Sieradz - Widzew Łódź 0:2

Sobota, 24 marca 2018


Po porażce w poprzedniej kolejce ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki (1:2) dla zespołu Widzewa w meczu z Wartą liczyło się wyłącznie zwycięstwo. Łodzianie zrealizowali cel, pokonując jedną ze słabszych drużyn trzeciej ligi.



Na konferencji trener Widzewa nie ukrywał, że podobnie jak w meczu ze Świtem, obawiał się o stan murawy boiska. To było zdecydowanie lepiej przygotowane niż w Nowym Dworze Mazowieckim. - Warunki gry były dużo lepsze niż w Nowym Dworze Mazowieckim, ale płyta nadal była trudna. Pomimo faktu, że mam w drużynie zawodników, którzy bardzo dobrze operują piłką, to i tak mieli dziś kłopoty. Na pewno oba zespoły pokazały więcej walki niż składnych akcji, ale dla nas był to bardzo ważny mecz, w którym przede wszystkim musieliśmy zdobyć trzy punkty. Udało się to i z tego się cieszymy - powiedział Franciszek Smuda.

Szkoleniowiec pytany był o Michała Millera, który zagrał na prawej stronie defensywy. - Jego gra stanowiła niewiadomą, bo nawet na treningach niewiele grał na tej pozycji. Dał sobie radę - ocenił Smuda.

Rozczarowania wynikiem nie krył trener gospodarzy. - Mieliśmy przygotowaną taktykę na to spotkanie, ale już w szóstej minucie trzeba ją było zmieniać. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że będziemy starali się jak najdłużej utrzymywać się przy piłce i szukać szans na bramkę, a tuż po wznowieniu gry znów popełniliśmy błąd przy stałym fragmencie gry i spotkał nas zimny prysznic w postaci drugiego gola. Wróciły do nas grzechy z rundy jesiennej, kiedy traciliśmy dużo bramek po stałych fragmentach gry i choć dużo nad tym pracowaliśmy, to w tym meczu znów nas to zawiodło - stwierdził Tomasz Kmiecik.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: