Miał być Łuczak – przyszedł Kristo. W Widzewie nie żałują

Wtorek, 10 kwietnia 2018


Po meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki (1:2) padały propozycje posadzenia pomocnika na ławkę rezerwowych. Co bardziej krewcy kibice Widzewa widzieli Dario Kristo na boisku, ale w drużynie rezerw. Chorwat w możliwie najlepszy sposób zamknął usta krytykom. W trzech kolejnych spotkaniach wpisał się na listę strzelców.



Kristo był szóstym transferem zimowym Widzewa. Działacze łódzkiego klubu liczyli na pozyskanie Wojciecha Łuczaka, ten jednak wybrał zespół lokalnego rywala ŁKS. Działacze klubu z al. Piłsudskiego postawili więc na mierzącego 190 cm zawodnika z Chorwacji. – Poradzimy sobie bez Łuczaka, a Kristo powinien być dużym wzmocnieniem – ocenił umiejętności zawodnika trener Franciszek Smuda.

Słów szkoleniowca nie potwierdziły pierwsze dwa spotkania ligowe. W pierwszym spotkaniu rundy wiosennej z Victorią Sulejówek (2:0) zagrał przeciętnie, a przeciwko Świtowi – tragicznie. Smuda nie posadził zawodnika na ławce rezerwowych, dał mu kolejną szansę. Z Wartą Sieradz (2:0) Kristo ponownie wyszedł w pierwszym składzie i w 6. minucie wpisał się na listę strzelców. Z Sokołem Aleksandrów (2:1) bramkarza rywali również pokonał w 6. minucie. W ostatnim spotkaniu w Ełku (2:1) już tak się nie spieszył. Bramka, która dała Widzewowi trzy punkty, padła w 83. minucie. To był trzeci strzelony przez pomocnika gol, w trzecim spotkaniu z rzędu.

Gol Dario Kristo w meczu z MKS Ełk


– Cieszą mnie zdobycze bramkowe, ale nie liczy się kto strzela. Najważniejsze, żeby w każdym meczu zdobywać trzy punkty i umacniać się na pozycji lidera. Czuję się dużo lepiej, niż na początku rundy i myślę, że to widać. Nadal jest jednak nad czym pracować, także może być jeszcze lepiej – zapewnia Kristo.

Przed Widzewem kolejny trudny mecz, tym razem z rezerwami Legii. – Wydają się być groźnym zespołem. Gramy jednak w domu i nie ma innego wyjścia, jak wygrać – podkreśla Kristo.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: